UEFA EUROPA LEAGUE


Europa League

Lech Poznań - Benfica Lizbona, czyli wielki początek dla „Kolejorza”
Lech swoją przygodę w fazie grupowej Ligi Europy rozpocznie od olbrzymiego wyzwania. Dotychczas w kwalifikacjach trzy razy trafiał na kluby wyżej notowane. Teraz jest podobnie, choć rywal jest oczywiście z jeszcze wyższej półki. Do Poznania bowiem przyjeżdża Benfica Lizbona, a urwanie jej choćby punktu, będzie odbierane jako sukces. Piłkarskie świętoW Kolejorzu oprócz skupienia i motywacji do meczu z jakby nie patrzeć legendarnym rywalem dochodzi jeszcze olbrzymia dawka emocji. Pierwszy raz od pięciu lat na ulicę Bułgarską zawita klub z europejskiego topu. - Na pewno przed startem nie ma niepokoju, jest raczej ekscytacja. Jest chęć zagrania dobrego meczu przeciwko świetnemu rywalowi, chęć pokazania dobrej piłki. Tak chcemy zresztą wejść w to spotkanie - tak na konferencji prasowej wypowiadał się trener Dariusz Żuraw. Lech przez eliminacje przeszedł jak burza. Komplet zwycięstw z (poza Valmierą) trudnymi i wymagającymi rywalami oraz bilans bramkowy 13:1 to kapitalny wynik, do tego poparty bardzo dobrym wrażeniem artystycznym. Do tego warto zwrócić uwagę, że najważniejsze trzy mecze Lechici rozegrali na wyjeździe. Teraz, gdy europejska rywalizacja zawita do Poznania, niestety mecz rozegrany zostanie bez udziału publiczności. - Chcieliśmy razem z nimi [kibicami] spędzić to piłkarskie święto, ale sytuacja się zmieniła i przyjdzie nam wystąpić bez kibiców - mówił bramkarz Filip Bednarek. Nie na swoim miejscuKolejorz nawet jeśli utrzyma swoją doskonałą formę z meczów eliminacyjnych, to o punkty z Benfiką nadal będzie niezwykle trudno. Zespół prowadzony przez doświadczonego i utytułowanego trenera Jorge Jesusa jest drużyną bardzo dobrze poukładaną. W swoim składzie posiada wielu klasowych zawodników. Za defensywę odpowiada duet znakomitych, choć nie najmłodszych już, stoperów - Nicolas Otamendi oraz Jan Vertonghen. Środek pola to między innymi portugalski duet Pizzi oraz Rafa Silva, za siłę ognia z kolei odpowiedzialni są głównie reprezentanci swoich krajów: Niemiec Waldschmidt, Brazylijczyk Everton i Urugwajczyk Darwin Nunez Ribeiro. Skład ten niewątpliwie szykowany był na zmagania w Lidze Mistrzów (latem na transfery przeznaczono 80 milionów euro). Takie były oczekiwania władz oraz kibiców, ale Orły w elitarnych rozgrywkach nie wystąpią po raz pierwszy od 11 lat. Portugalskiemu klubowi na drodze stanął grecki PAOK. W Lizbonie panuje rozgoryczenie, że Benfica wystąpi zaledwie w Lidze Europy. W związku z tym nowym celem jest co najmniej finał w Gdańsku, a najlepiej triumf w całych rozgrywkach. Zagrać swojePrzez Portugalczyków więc inauguracyjny mecz w Poznaniu traktowany jest jak przetarcie i zaledwie rozgrzewka. Nie ulega wątpliwości, że Benfica jest niekwestionowanym faworytem do wyjścia z grupy. Wspomniany wcześniej mecz z PAOK-iem jest dotychczas jedynym przegranym w tym sezonie przez Lizbończyków. Klub z Estadio da Luz prowadzi w tabeli ligi portugalskiej i wydaje się być na ten moment nie do zatrzymania. Z drugiej strony (zachowując proporcje) Charleroi przed meczem z Lechem również było w podobnej pozycji. Kolejorz potrafił jednak do Belgii pojechać jak po swoje i po piekielnie trudnym meczu wywalczyć zwycięstwo i awans. Po ostatniej porażce ligowej Poznaniaków z Jagiellonią optymizm nie został zatracony, a wpadkę uznano za wypadek przy pracy. O większy ból głowy kibiców przyprawiała sytuacja na środku obrony. Z Benfiką nie wystąpi z powodu czerwonej kartki Lubomir Satka, w sobotę natomiast kontuzji doznali Thomas Rogne oraz Djordje Crnomarković. Na szczęście zarówno Norweg, jaki i Serb są już zdrowi i powinni wystąpić w czwartkowym meczu. Dzięki temu Dariusz Żuraw uniknie potężnych eksperymentów przeciwko tak poważnemu rywalowi. Można pomiędzy obydwoma klubami dostrzec pewną analogię. Oba zespoły w swoim DNA wpisaną mają grę ofensywną. Oczywiste jest, że Lech nie może równać się jakością pojedynczych piłkarzy z Benfiką. Jeśli jednak Lech nie przestraszy się bardziej doświadczonych i utytułowanych rywali, to wydaje się, że może postraszyć drużynę gości. Szczególnie, że Jorge Jesus już nie raz potrafił lekceważyć słabsze kluby. Aby nawiązać wyrównaną rywalizację z Orłami Lechici muszą wznieść się na wyżyny swoich umiejętności oraz zagrać swój futbol, którym potrafili nas czarować w tym sezonie. Jeśli tak się stanie, to być może dzisiejsze spotkanie zapisze się złotymi zgłoskami w historii Lecha, tuż obok meczów z Manchesterem City czy Juventusem Turyn.   W końcu możemy to napisać! 😍🔥 DZIEŃ MECZOWY 🔥 🏆 #UEL 🆚 SL Benfica🕠 18:55🏟 Stadion Poznań💻 https://t.co/6l4jUh0Wl9📺 Polsat Sport Premium 1, TVP 2, TVP Sport#⃣ #LPOBENPo zwycięstwo! 🔵⚪️ pic.twitter.com/2iR1xcgjCm — Lech Poznań (@LechPoznan) October 22, 2020   👀 Kliknij i zaobserwuj najlepszy piłkarski Instagram: @nowinki_transferowe 📸


22 PAŹDZIERNIKA 2020, 10:17
Europa League

RSC Charleroi - Lech Poznań, czyli poważny egzamin dla „Kolejorza”
Na tak ważny i prestiżowy mecz kibice w Poznaniu czekali niemal pięć lat. Nic dziwnego, że atmosfera w klubie jest wyjątkowa, a o najbliższym spotkaniu dyskutuje się z niemałą ekscytacją. W czwartek o 19:00 Lech Poznań podejmie na wyjeździe RSC Charleroi w decydującym starciu o fazę grupową Ligi Europy. Stare dzieje Gdy w grudniu 2015 roku Kolejorz rozgrywał swój ostatni mecz w fazie grupowej Ligi Europy, przegrywając u siebie 0:1 z FC Basel, mało kto spodziewał się, że na tak długo Poznań pożegna się z europejskimi pucharami na istotnych szczeblach. Bo pomimo pewnego kryzysu w ówczesnej drużynie, Lech cały czas mógł tytułować się Mistrzem Polski, miał olbrzymi potencjał w składzie i potrafił nawet pokonać Fiorentinę w meczu wyjazdowym. Rozgrywki w Lidze Europy zakończył w średnim stylu, lecz 5 punktów i trzecie miejsce w grupie wstydu Lechitom nie przyniosły. Nikt wtedy nie pomyślałby, że jest to początek długiej europejskiej posuchy. Jednak to właśnie do tego momentu trzeba sięgnąć pamięcią, aby przypomnieć sobie ostatni występ Lecha w fazie grupowej europejskich pucharów. Dla podkreślenia upływu czasu można zauważyć, że z tamtego składu Kolejorza obecnie w Poznaniu nie gra nikt. Poza Łukaszem Trałką, ale on jednak występuje w innej poznańskiej ekipie. W czwartek przeciwko Belgom wystąpi zupełnie inny zespół. Trudno w tym momencie ocenić, czy lepszy. Z pewnością jednak o podobnym, a może nawet większym potencjale. Rozpędzona lokomotywa Nie bez powodu wielu ekspertów wskazuje, że Lech gra obecnie najlepszy futbol w Polsce. Choć wyniki i miejsce w PKO BP Ekstraklasie niekoniecznie to oddają, to gdy jednak przyjrzeć się tym czterem ligowym meczom, to zobaczymy drużynę grającą z polotem, ofensywnie oraz z pomysłem. Z kolei rywalizacja w Europie jest pełnym tego potwierdzeniem. Trzy mecze, trzy zwycięstwa (z czego dwa z niewygodnymi rywalami) oraz bilans bramkowy 11:0 mówią same za siebie. Rzadko widujemy taki obraz polskiej drużyny w europejskich pucharach. O sile Kolejorza decydują dzisiaj zarówno młodzi i przebojowi Polacy z Jakubem Moderem, Tymoteuszem Puchaczem i Jakubem Kamińskim na czele, jak i doświadczeni, dający dużo jakości piłkarze zagraniczni, chociażby świetni w tym sezonie Dani Ramirez, Mikael Ishak oraz Pedro Tiba. To od tych piłkarzy będzie zależeć w głównej mierze to, czy uda się zdominować Charleroi i narzucić im styl gry preferowany przez Poznaniaków. Czyli ofensywną grę napędzaną przez hiszpańsko-portugalski duet playmakerów z wykorzystaniem bocznych sektorów boiska. Lechici muszą zagrać także skoncentrowani w obronie, która w meczach z Hammarby i Apollonem nie ustrzegła się błędów, a czyste konta zawdzięcza coraz lepszej grze w bramce Filipa Bednarka oraz nieskuteczności przeciwników. Charleroi jednak może już nie być dla Kolejorza tak łaskawe jak wcześniejsi rywale. Historyczna szansa Belgijska drużyna to bowiem ekipa, która z pewnością wykorzysta większość błędów swoich rywali. Popularne Zebry rozpoczęły sezon z przytupem. Po siedmiu kolejkach zajmują pierwsze miejsce w lidze belgijskiej, nie przegrywając dotychczas żadnego meczu. Do meczu z Lechem podejdą z serią 10 meczów bez porażki w grze o stawkę. Drużyna Charleroi nie jest jednak zespołem, który gra najlepszą piłkę w Belgii. Owszem, są niezwykle skuteczni, lecz nie są drużyną doskonałą. Prawdopodobnie Belgowie skupią się na przeszkadzaniu w grze Lechowi, gdyż wolą grać piłkę pozbawioną akcji kombinacyjnych. Pod tym względem Charleroi porównać można do Atletico Madryt, które może nie gra widowiskowo, lecz potrafi cierpieć na boisku, aby zablokować największe atuty rywala i próbować samemu strzelić decydującą bramkę. W drużynie trenera Karima Belhocine'a występuje kilku ciekawych piłkarzy, na których z pewnością trzeba zwrócić uwagę. W środku pola zobaczymy znanego kibicom w Polsce z występów w Śląsku Wrocław Ryotę Moriokę, który jest jednym z głównych kreatorów w zespole. Postrachem obrońców jest Kaveh Rezaei, irański napastnik, który w poprzednim sezonie strzelił 14 goli i zaliczył 5 asyst w 26 meczach, a w obecnej kampanii ma już na koncie 6 bramek. Na prawej obronie występuje niezwykle utalentowany 20-letni Maxime Busi, młodzieżowy reprezentant Belgii. Z bardziej doświadczonych piłkarzy znajdziemy w bramce Nicolasa Penneteau, wieloletniego bramkarza Valenciennes oraz Bastii, a w pomocy Guillauma Gilleta, żywą legendę Anderlechtu Bruksela. Trener Belhocine wprost mówił o "historycznej szansie" dla klubu. Trudno się z tym nie zgodzić, jeśli spojrzymy na to, że Charleroi jeszcze nigdy nie awansowało do fazy grupowej europejskich pucharów. Pierwszą przeszkodę - Partizan Belgrad - przeszli nie bez problemów, wygrywając z Serbami 2:1 po dogrywce. Bez wątpienia jednak apetyty przed czwartkowym meczem w Belgii są równie duże, co w Polsce. Wykorzystać szansę Chociaż Lech na Stade du Pays de Charleroi nie będzie faworytem, to ma olbrzymią szansę, by wrócić do poważnej europejskiej piłki. Jeśli Kolejorz uniknie momentów dekoncentracji oraz rażących błędów w obronie i zagra swój futbol, to możliwość pokonania Belgów jest dużo większa niż może się wydawać. Trener Dariusz Żuraw na konferencji prasowej wprost mówił, że Lech przyjechał po awans, który jednak niełatwo będzie wywalczyć. "Przyjechaliśmy tu pokazać dobry, ofensywny futbol oraz to, że polska liga nie jest taka słaba, jak się wydaje" - to z kolei słowa Jakuba Kamińskiego. Jutro, około godz. 21:00, po zakończeniu meczu będziemy już wiedzieć, czy Lechici zdali swój pierwszy tak poważny egzamin oraz czy faktycznie, zarówno Lech jak i Legia, pokazały, że polski futbol klubowy wcale nie sięgnął dna, a oba zespoły mogą godnie reprezentować nas w fazie grupowej Ligi Europy.   🔥 DZIEŃ MECZOWY 🔥 🏆 el. Ligi Europy🆚 Royal Charleroi🕠 19:00🏟 Stade du Pays de Charleroi💻 https://t.co/uVLHGjdB16📺 Polsat Sport📊 @stspolska#⃣ #CHALPO🤝 Partner dnia meczowego Lech Pils👀🍔🍻 Restauracja PodaniePo awans! 🔵⚪️ pic.twitter.com/xeofpjQuKv — Lech Poznań (@LechPoznan) October 1, 2020   👀 Kliknij i zaobserwuj najlepszy piłkarski Instagram: @nowinki_transferowe 📸


30 WRZEŚNIA 2020, 22:37
Europa League

Legia Warszawa - Qarabag Agdam, czyli ostatnia prosta
Legia Warszawa - Karabach Agdam, czwartek, 1 października, 2020, godz. 20:00. Najbliższe spotkanie eliminacji do fazy grupowej Ligi Europy to drugi z rzędu mecz o występ na europejskim poziomie. Rok temu w dążeniu do fazy grupowej przeszkodziła drużyna prowadzona przez Stevena Gerrarda - Rangers FC. Do tej pory warszawska Legia w drodze do Ligi Mistrzów wyeliminowała Linfield, zatrzymując się na drużynie z Cypru. Po przegranej z Omonią ekipa stanęła do rywalizacji o Ligę Europy pokonując Dritę 2:0 po bramkach Wszołka i Pekharta. Teraz przed drużyną Czesława Michniewicza staje Karabach Agdam, a to o wiele poważniejsze wyzwanie niż mecz z kosowskim debiutantem. Aktualnie nowy szkoleniowiec prowadził będzie drużynę po niespełna dwóch tygodniach od objęcia posady. Trener miał tylko jeden debiutancki mecz, aby sprawdzić swoje ustalenia w grze, ponieważ ostatnie stracie ligowe ze Śląskiem zostało przełożone. Karabach to zespół, który regularnie melduje się w europejskich pucharach, mimo trudnej sytuacji w kraju, mecz ma się odbyć. Chociaż wokół tej sytuacji jest coraz więcej emocji. Drużyna z Qarabagu przyleciała do Polski we wtorek. Na swojej drodze przed meczem z Legią grali z Sileksem z Macedonii Północnej, mołdawskim Sheriffem Tyraspol, ostatecznie przegrywając kwalifikacje do Ligi Mistrzów z Molde. Historia spotkań Karabachu Agdam kontra polskie drużyny prezentuje się dość znacznie na korzyść mistrzów Azerbejdżanu. Przed Legią z Karabachem rywalizowały dwie polskie drużyny - Wisła Kraków w sezonie 2010/2011 oraz Piast Gliwice w kampanii 2013/2014. Na oficjalnej stronie mistrza Polski możemy przeczytać: "We wtorkowe popołudnie odbył się kolejny trening Legii Warszawa przed meczem fazy play-off eliminacji Ligi Europy UEFA, w którym Wojskowi zmierzą się z Karabachem Agdam. Dzisiejsza sesja treningowa, której towarzyszyły opady deszczu, otwarta była dla przedstawicieli mediów przez kwadrans. W tym czasie podopieczni trenera Czesława Michniewicza rozgrzewali się z piłką pod okiem trenera Łukasza Bortnika. W środę o 17:00 legioniści odbędą ostatni trening przed meczem z mistrzem Azerbejdżanu. Godzinę wcześniej rozpocznie się oficjalna konferencja prasowa trenera Michniewicza. Rywale będą trenować na boisku głównym o godz. 19:00". Wydawało się, że azerski zespół przyjedzie do Polski osłabiony brakiem ważnego zawodnika. Wilde-Donald Guerrier jest podstawowym lewoskrzydłowym lub defensorem Karabachu, a w obecnym sezonie zdobył już dwa gole w trzech meczach eliminacji do Ligi Mistrzów, w wyjściowym składzie rozpoczynał wszystkie spotkania ligowe. Karabach miał do Warszawy przylecieć jednak bez Guerriera, ponieważ ten miał problemy z wyrobieniem nowego paszportu, co było niezbędne do uzyskania polskiej wizy. Z ostatnich informacji wynika jednak, że Haitańczyk przyleci do Warszawy prywatnym samolotem, aby zagrać w tym spotkaniu. Na obecną chwilę z Łazienkowskiej nie płyną żadne informacje na temat problemów kadrowych i ewentualnych urazów zawodników. Kciuki trzymamy również za Lecha Poznań, który w walce o Ligę Europy zmierzy się z belgijskim klubem Royal Charleroi Sporting Club. Aktualizacja: Wilde-Donald Guerrier ostatecznie jednak nie zagra w tym meczu.   TO JUŻ DZIŚ 🔥🔥🔥💥 #DzieńBarwowy #LEGQAR⚽️ Legia Warszawa - @FKQarabagh 🏆 Runda Play-off el. @EuropaLeague ⏰ 20:00🏟️ #Ł3, @warszawa 📺 @sport_tvppl, https://t.co/61bvGrpwIS💻 https://t.co/ToUyq0H2yZ💵 Graj z @eFortunapl: https://t.co/9hWkFC9lg1💪 Tylko awans! pic.twitter.com/XB1V2D5cYt — Legia Warszawa 👑 (@LegiaWarszawa) October 1, 2020   👀 Kliknij i zaobserwuj najlepszy piłkarski Instagram: @nowinki_transferowe 📸


30 WRZEŚNIA 2020, 12:01
Europa League

Zapowiedź oraz składy: Legia Warszawa - KF Drita Gnjilane
Legia Warszawa - Drita w walce o kolejną rundę eliminacji Ligi Europy. Obie drużyny powalczą o awans do następnej rundy eliminacji Ligi Europy UEFA. Legia rozpoczyna swoją drogę do fazy grupowej po odpadnięciu z kwalifikacji do Ligi Mistrzów po niezbyt udanym starciu z Omonią Nikozja. Porażka ta rozpoczęła czarną serię w stołecznym klubie, a dzieła dokończył Górnik Zabrze. Wskutek czego już na początku tygodnia z posadą pożegnał się Aleksandar Vuković, choć na początku przed oficjalnym ogłoszeniem decyzji zarządu zdawało się to zwykłą plotką. Można było usłyszeć wiele opinii na temat takiego rozwoju sytuacji, że nie powinno zwalniać się obecnego trenera przed starciem w europejskich pucharach, że Vuko poprzedni sezon rozpoczął bardzo podobnie czy to, że Legii potrzeba czasu, aby mogła wejść na właściwe tory gry i jak w ubiegłym sezonie dominować w lidze. Miejsce Serba zajął dotychczasowy selekcjoner reprezentacji U-21 Czesław Michniewicz i to on poprowadzi warszawską Legię w spotkaniu z ekipą z Kosowa. Prognozy nie są obiecujące, a kibice są podzieleni. Sytuacja w samym zespole nie jest aż tak niepokojąca, lecz można się zastanawiać nad pierwszą jedenastką. W środku obrony zabraknie Igora Lewczuka zawieszonego na to spotkanie ze względu na czerwoną kartkę w spotkaniu z Omonią. Wiele do życzenia pozostawia gra Kapustki, zdaniem ekspertów nie jest on w rytmie meczowym, co spowodowane jest wcześniejszym brakiem gry i niskim poziomem piłkarskim, na jakim grał będąc wypożyczany. Sam Czesław Michniewicz wydaje się być optymistycznie nastawiony do meczu. W rozmowie z dziennikarzami powiedział: "Pracujemy wspólnie krótko, ale intensywnie. Nie wiem, na ile udało mi się wpłynąć na drużynę, to się dopiero okaże, ale mam nadzieję, że już będą widoczne jakieś efekty i kilka pomysłów uda się wdrożyć". Zapewniał, iż Legia jest faworytem tego meczu i chce wyraźnie narzucić styl gry przeciwnikom. Przed Dritą stoi ewidentnie większe wyzwanie. Kluby z Kosowa nie osiągają sukcesów na arenie międzynarodowej, a ich największym sukcesem było ostatnie zwycięstwo z macedońskim Siłeksem Kratowo. Nastawienie Kosowian jest warte podziwu - zawodnicy, jak i trener chcą przeciwstawić się Wojskowym i grać swoją piłkę bez jakichkolwiek kompleksów. Wiemy z przeszłości, że nastawienie w takim meczu może niezwykle pomóc i typowany faworyt może ulec drużynie wychodzącej z pozycji underdoga. Szkoleniowiec Drity nie szczędząc motywacji swoim piłkarzom mówi: "Obejrzeliśmy kilka meczów Legii i przeanalizowaliśmy jej grę. To bardzo silna drużyna posiadająca indywidualności, ale potrafiąca także grać bardzo zespołowo. W zespole widać wielu utalentowanych graczy, ale my nie zamierzamy przestraszyć się rywala. Chcemy grać swoją piłkę". Dodając, Drita została zdyskwalifikowana z eliminacji do Ligi Mistrzów.   Skład na mecz #LEGDRI 🔥Centrum meczowe ➡️ https://t.co/GKqss9oSNq pic.twitter.com/jMCg1c7BVu — Legia Warszawa 👑 (@LegiaWarszawa) September 24, 2020 Lineup for tonight pic.twitter.com/glFQsyRHnv — FC Drita (@DritaFc) September 24, 2020   👀 Kliknij i zaobserwuj najlepszy piłkarski Instagram: @nowinki_transferowe 📸


24 WRZEŚNIA 2020, 19:30
Europa League

Piast Gliwice w kolejnej rundzie eliminacji Ligi Europy
Zwycięstwo Piasta Gliwice na własnym stadionie, czyli następny krok ekipy Piastunek w europejskich pucharach. Po zwycięstwie 2:0 nad Dynamem Mińsk ekipa Piasta Gliwice podejmowała na stadionie przy Okrzei zespół z Austrii. Spotkanie w eliminacjach Ligi Europy było debiutem TSV Hartberg w europejskich pucharach. W tym meczu zabrakło kontuzjowanych Gerarda Badii i Jakuba Świerczoka, a pozytywny wynik testu na COVID-19 uzyskał szkoleniowiec Piasta - Waldemar Fornalik. Trzecia drużyna sezonu 2019/20 była cichym faworytem meczu. Drużyna z Austrii prezentowała niemiecki styl gry. Wymuszała pressing na rywalach czekając na własnej połowie na luki w ustawieniu polskiej drużyny. Brak konsekwencji w prowadzeniu gry środkiem pola zmusił Gliwiczan do przeniesienia sił na skrzydła, co przyniosło efekty. Los po niewykorzystanej sytuacji z 8. minuty dał szansę do rehabilitacji i zaraz po tej akcji - w 10. minucie bramkę zdobył Martin Konczkowski. Brak krycia zawodnika TSV Hartberg przed polem karnym Placha przyniósł remis, a kibicom jeszcze nieco dodatkowych emocji. W drugiej połowie indywidualną akcją popisał się Sokołowski - po dobrym rozegraniu akcji Piast Gliwice ponownie prowadził (2:1). Radość nie trwała zbyt długo, po niefrasobliwym zachowaniu obrońców Lukas Ried znajduje się pod bramką i wyrównuje wynik dla swojej drużyny. Wyczucie we wprowadzeniu zmian pokazał zastępujący pierwszego trenera jego brat - Tomasz Fornalik. Dający dobrą zmianę Michał Żyro oprócz wartości w rozgrywaniu dał zwycięską bramkę w 84. minucie meczu, a asystę zanotował Konczkowski. Na plus w tym spotkaniu pokazali się pracowity w defensywie Tomasz Jodłowiec, dobrze wyprowadzający akcje ofensywne po skrzydle Patryk Lipski oraz zdecydowanie zasłużona nagroda zawodnika meczu dla strzelca pierwszej bramki - Konczkowskiego. Przed nami trzecia runda eliminacji i już trzy drużyny w walce o Ligę Europy - Legia Warszawa, Lech Poznań oraz Piast Gliwice.   KONIEC! Nie obyło się bez nerwów, ale... MAMY TO! Piast Gliwice w 3. rundzie eliminacji do Ligi Europy. Brzmi dobrze. 😊#PIAHAR 3-2 pic.twitter.com/XOOr2GTeQO — Piast Gliwice (@PiastGliwiceSA) September 17, 2020   👀 Kliknij i zaobserwuj najlepszy piłkarski Instagram: @nowinki_transferowe 📸


17 WRZEŚNIA 2020, 22:19