SL BENFICA


Transfery

Oficjalnie: Marcel Mendes-Dudziński bramkarzem Benfiki Lizbona
16-latek w młodym wieku wyjeżdża do prestiżowej akademii Orłów. Benfica Lizbona za pośrednictwem swojej oficjalnej strony internetowej poinformowała o pozyskaniu na zasadzie transferu definitywnego Marcela Mendesa-Dudzińskiego z Pogoni Szczecin. Golkiper po pozytywnym przejściu testów medycznych związał się z nowym pracodawcą długoterminowym kontraktem. Młodzieżowy reprezentant Polski, który ma brazylijskie pochodzenie, początkowo ma występować w drużynie Benfiki Lizbona do lat 19, ale utalentowany bramkarz w przyszłości może stanowić o sile pierwszego zespołu popularnych Orłów. Urodzony w 2005 roku zawodnik był jedną z największych perełek akademii Pogoni Szczecin. Marcel Mendes-Dudziński, który nie zadebiutował w seniorach Portowców, w 11 spotkaniach poprzedniej kampanii wpuścił 26 goli (trzecioligowa Pogoń Szczecin II oraz Centralna Liga Juniorów). Portal "Transfermarkt.de" wycenia go na około 50 tysięcy euro.   ✍️ Bem-vindo, Marcel Mendes!#MadeInBenfica — SL Benfica (@SLBenfica) August 16, 2021           Wyświetl ten post na Instagramie.                       Post udostępniony przez Nowinki transferowe (@nowinki_transferowe)   ➡️ Kliknij i zaobserwuj najlepszy piłkarski Instagram: @nowinki_transferowe 📸 ➡️ Kliknij i polub naszą stronę na Facebooku: @nowinkitransferowe 👍 ➡️ Kliknij i zaobserwuj nas na Twitterze: @nowinkitransfer 🐦


17 SIERPNIA 2021, 17:06
Transfery

Oficjalnie: Soualiho Meite zawodnikiem Benfiki Lizbona
27-latek po trzech równych latach opuszcza Półwysep Apeniński. Za pośrednictwem mediów społecznościowych Benfica Lizbona poinformowała o pozyskaniu na zasadzie definitywnego transferu francuskiego defensywnego pomocnika Torino FC, Soualiho Meïte. Kwota przedsięwzięcia wyniosła 7 milionów euro, a sam zawodnik parafował umowę obowiązującą do 2026 roku. Ostatni sezon nie był w wykonaniu piłkarza nadzwyczaj udany, jednak drugą jego połówkę spędził na wypożyczeniu w AC Milanie, gdzie powierzono mu kredyt zaufania. Jednakże również w Mediolanie nie pomógł on w nazwiązaniu równej walki o mistrzostwo z rywalem zza miedzy, czyli Interem. Okazję tę postanowiła wykorzystać trzecia drużyna Ligi NOS, której Francuz ma pomóc w powrocie na szczyt tabeli. Ostatnio po dziewiętnastu latach tytuł najlepszej ekipy portugalskiej ekstraklasy zdobył ich derbowy przeciwnik - Sporting Lizbona. Soualiho Meïte łącznie zagrał w 37 meczach ubiegłej kampanii w barwach Rossonerich oraz Torino FC. Strzelł jedną bramkę oraz zaliczył dwie asysty, w tym jedną w derbach Mediolanu w ramach 1/4 finału Pucharu Włoch (1:2). Portal "Transfermarkt" wycenia 27-latka na około pięć milionów euro.   ✍️ @soualihomeite é 🔴⚪!#EPluribusUnum pic.twitter.com/P8d4smMHhs — SL Benfica (@SLBenfica) July 23, 2021   ➡️ Kliknij i zaobserwuj najlepszy piłkarski Instagram: @nowinki_transferowe 📸 ➡️ Kliknij i polub naszą stronę na Facebooku: @nowinkitransferowe 👍 ➡️ Kliknij i zaobserwuj nas na Twitterze: @nowinkitransfer 🐦


24 LIPCA 2021, 11:43
Transfery

Nuno Tavares trafi do Arsenalu?
Wszystko wskazuje na to, że Arsenal znalazł zmiennika dla Kierana Tierneya, który ostatnio podpisał z klubem nowy kontrakt do 2025 roku. Kolejnym celem transferowym Kanonierów jest bowiem Nuno Tavares, czyli 21-letni lewy obrońca Benfiki Lizbona. Agent zawodnika jest w stałym kontakcie z Edu Gasparem, dyrektorem technicznym Arsenalu. Sam piłkarz ma być rzekomo zdecydowany na angielski kierunek, pomimo ofert z Włoch od Lazio Rzym czy SSC Napoli. Benfica żąda kwoty w granicach 15-17 mln euro, a defensor według portalu "Transfermarkt.de" wyceniany jest na 7 mln euro. Młody Portugalczyk w obecnej kampanii pełnił funkcję rezerwowego i w całym sezonie wybiegał na boisko tylko 25 razy, dorzucając do swojego dorobku 3 asysty, w samej lidze portugalskiej rozegrał jedynie 14 meczów, zbierając ledwo ponad 600 minut na boisku. Warto wspomnieć, że polscy kibice mogą kojarzyć Tavaresa z 23 minut, które rozegrał w grupowym spotkaniu Ligi Europy przeciwko poznańskiemu Lechowi. Sam Nuno znany jest z tego, iż lubi rozrywkowy styl życia oraz posiada dość wybujałe ego, co może nie spodobać się fanom Arsenalu, którzy za to samo z klubu wypychają Matteo Guendouziego. Jak na razie, z wizji transferu cieszą się sympatycy Benfiki, dla których Tavares nie był dobrym materiałem na zmiennika Alejandro Grimaldo, a do tego jego charakter pozostawia wiele do życzenia. Wszystko wskazuje na to, iż niebawem kibice ekipy z północnej części Londynu będą się cieszyć z trzech nowych nabytków - Nuno Tavaresa, Bena White'a i Alberta Sambiego Lokongi. The Gunners działają bowiem prężnie na rynku i już finalizują swoje wcześniej wspomniane cele transferowe. Czas pokaże, czy rzeczywiście w szatni Mikela Artety odbędzie się zapowiadana rewolucja i czy Nuno Tavares będzie jej częścią. Aktualizacja: Nuno Tavares już na pewno zostanie nowym piłkarzem Arsenalu. Benfica Lizbona ostatecznie zarobi 8 mln euro plus bonusy, a sam zawodnik parafuje umowę ważną do 30 czerwca 2026 roku.   Nuno Tavares together with his agents after paperworks signed as new Arsenal player. Contract until June 2026, €8m plus add ons to Benfica. Confirmed. ⚪️🔴 #AFC pic.twitter.com/1gb28FWugA — Fabrizio Romano (@FabrizioRomano) July 2, 2021 Arsenal are in direct contact with Nuno Tavares agents. Player priority is joining #AFC as he dreams of Premier League future, personal terms won’t be an issue - it’s up to Arsenal. ⚪️🔴Lokonga has same priority: he’s not considering Serie A bids until Arsenal are in the race. https://t.co/m8S3FwY4h9 — Fabrizio Romano (@FabrizioRomano) June 28, 2021   ➡️ Kliknij i zaobserwuj najlepszy piłkarski Instagram: @nowinki_transferowe 📸 ➡️ Kliknij i polub naszą stronę na Facebooku: @nowinkitransferowe 👍 ➡️ Kliknij i zaobserwuj nas na Twitterze: @nowinkitransfer 🐦


28 CZERWCA 2021, 14:06
Europa League

Benfica Lizbona - Lech Poznań, czyli „Kolejorza” wspinaczka na szczyt
Bardzo skomplikowali sobie piłkarze Kolejorza walkę o wyjście z grupy w Lidze Europy. Porażka ze Standardem w Liege, doznana niejako na własne życzenie, z perspektywy przebiegu meczu nie miała prawa się wydarzyć. Jeśli poprzednie dwa mecze z Belgami były określane jako starcie o wszystko, to trudno znaleźć zwrot, który oddałby właściwie wyjazdowy pojedynek Lecha z Benfiką. Promyk nadzieiW Poznaniu atmosfera przed rewanżem z Portugalczykami już nie jest tak dobra i optymistyczna jak przed meczem przy Bułgarskiej. Czuć olbrzymi niedosyt - zarówno poprzednią porażką ze Standardem, jak i sytuacją w Ekstraklasie. Paradoksalnie jednak Lech cały czas może pokusić się o wyjście z grupy. Co więcej, może nawet mieć wszystko we własnych rękach przed ostatnią kolejką (dzisiaj Rangersi musieliby stracić punkty ze Standardem). Przede wszystkim natomiast Kolejorz obligatoryjnie musi pokonać Benfikę na Estadio da Luz. A to może dla niektórych brzmieć jak science fiction. Patrząc jednak na pewne okoliczności, można znaleźć promyki nadziei. W Poznaniu Orły zostały zaskoczone przez bezkompromisową i ofensywną grę ekipy Dariusza Żurawia. Lech przy odrobinie szczęścia (świetne sytuacje Kacharavy, niepokazana czerwona kartka Vertonghenowi) mógł zdobyć przynajmniej jeden punkt, a bramka na 2:4 w końcówce delikatnie zniekształciła obraz meczu. Poznaniacy przez większość spotkania nie odstawali od zespołu Jorge Jesusa, potrafili stwarzać dobre sytuacje i grali wysokim pressingiem. Pogrzebały ich błędy w obronie, która jednak była znacząco przetrzebiona i łatana na ostatnią chwilę Tomaszem Dejewskim. Owszem, można powiedzieć, że Lech w tamtym fragmencie sezonu cały czas był drużyną grającą zjawiskowo, pełną energii i polotu, a z której obecnie został zaledwie cień. Trudno się nie zgodzić ze stwierdzeniem, że klub z Wielkopolski odczuwa skutki grania na trzech frontach (plus niektórzy piłkarze w reprezentacjach), lecz Benfica to również drużyna, która przechodzi swoje problemy i nie podchodzi do rewanżu w tak dobrych nastrojach jak w październiku. Zepsuta maszynaZespół z Estadio da Luz do pierwszego pojedynku przystępował z serią czterech zwycięstw z rzędu (którą ostatecznie zakończył na siedmiu). Przyjeżdżał jako niekwestionowany lider ligi portugalskiej, rozgoryczony odpadnięciem z Ligi Mistrzów, ale wzmocniony wieloma wartościowymi zawodnikami, którzy przychodzili z myślą właśnie o elitarnych rozgrywkach. Niecałe dwa miesiące później ta sama maszyna z ostatnich pięciu meczów w lidze i europejskich pucharach wygrała zaledwie jeden, szarpie się o zwycięstwo z przedostatnią drużyną tabeli, przegrywa z inną ze strefy spadkowej, a do tego traci do lokalnego lidera - Sportingu - cztery punkty. Atmosfera w zespole również nie najlepsza, a trener Jorge Jesus jest rozdrażniony, czego dał znak podczas konferencji prasowej po poprzednim meczu, atakując dziennikarzy pytających o słabszą dyspozycję zespołu. Jakby tego było mało, to dochodzą kontuzje ważnych zawodników. Z Lechem na pewno na boisko nie wyjdą Adel Taarabt, Nuno Tavares, Andre Almeida i Jean-Clair Todibo. Pod znakiem zapytania stoją natomiast występy Pedrinho, Juliana Weigla oraz Darwina Nuneza. Szczególnie ewentualna nieobecność urugwajskiego napastnika może być znacząca. Pamiętamy jego wspaniały występ przy Bułgarskiej, gdzie zdobył hat-tricka, a w całej kampanii dotychczas strzelił pięć goli i zanotował sześć asyst. Jednak nawet pomimo tych problemów Orłów nie można zapomnieć, że to cały czas drużyna skrojona bardziej na Ligę Mistrzów, niż Ligę Europy. Sama wartość rynkowa kadry Benfiki przyprawia o ból głowy - 303 miliony euro (przy 26 milionach euro Lecha). O tym, że pieniądze nie grają przekonaliśmy się już w pierwszym meczu, gdzie ta różnica nie sparaliżowała Poznaniaków. Warto jednak zwrócić uwagę, że to porównanie świadczy o jednej znaczącej rzeczy - wartości zmienników. A oni odegrają kluczową rolę w przypadku tak wielu kontuzji, a brak solidnej ławki rezerwowych doskwiera Kolejorzowi jak mało komu. Piłkarski Mont BlancPrawdopodobnie to ona (krótka ławka rezerwowych) właśnie jest kluczem do znaczącej obniżki formy. Nie ma takiej możliwości, by Lech nagle oduczył się grania w piłkę. Najbardziej eksploatowani piłkarze w tym sezonie to Jakub Moder, Dani Ramirez, Tymoteusz Puchacz i Mikael Ishak, których liczba minut na boisku oscyluje w okolicach 1500. Dla porównania - to około 300 minut więcej niż Robert Lewandowski, 500 minut więcej niż Lionel Messi i 700 więcej niż Kylian Mbappe. Trudno nie zauważyć, że Lechici za te niezwykłe liczby płacą formą i zdrowiem. Uwidaczniają się również braki na ławce rezerwowych i to, że Dariusz Żuraw nie ma kim zastąpić kluczowych piłkarzy. Nasuwa się pytanie, czy przypadkiem trener nie zaskoczył kierownictwa awansem do Ligi Europy, przez co obecnie Lech nie jest odpowiednio przygotowany do gry na trzech frontach? Krawiec szyje więc z tego, co ma i trzeba przyznać, że Kolejorz to już nie ta sama rozpędzona lokomotywa co niedawno. Straty punktów w końcówkach, sporo błędów i niekiedy brak polotu to najpoważniejsze problemy. Jednak nie zapominajmy, że to dalej ten sam zespół, który kilka miesięcy temu nas zachwycał i sprawiał, że byliśmy dumni z tak grającej polskiej drużyny w Europie. Jeden impuls w każdej chwili może zmienić jej oblicze z powrotem w maszynę do wygrywania. Możliwe, że przytrafił się on w Gdańsku, skąd po niezbyt porywającym meczu Lech potrafił przywieźć trzy punkty. O tym, jak były one ważne, niech świadczy wielka radość piłkarzy i sztabu po końcowym gwizdku. Pojedynek z Benfiką w Lizbonie to oczywiście inny kaliber wyzwania. To piłkarskie szczyty. Choć może nie takie jak Mount Everest, to co najmniej jak Mont Blanc. Każdy szczyt jest jednak możliwy do zdobycia i tym razem jest tak samo. Lech potrzebuje do tego odpowiedniego przygotowania i determinacji, a czy tak będzie i czy Kolejorz powalczy za tydzień o coś więcej, niż tylko piękne pożegnanie, przekonamy się już dzisiaj o godzinie 21:00.   🔥 DZIEŃ MECZOWY 🔥🏆 #UEL 🆚 @SLBenfica 🕘 21:00🏟 Estádio da Luz💻 https://t.co/7dFHvS60RQ📺 Polsat Sport Premium 1, TVP 2#⃣ #BENLPO Po zwycięstwo! 🔵⚪️ pic.twitter.com/OriGRPwRC1 — Lech Poznań (@LechPoznan) December 3, 2020   👀 Kliknij i zaobserwuj najlepszy piłkarski Instagram: @nowinki_transferowe 📸


03 GRUDNIA 2020, 10:19

Europa League

Lech Poznań - Benfica Lizbona, czyli wielki początek dla „Kolejorza”
Lech swoją przygodę w fazie grupowej Ligi Europy rozpocznie od olbrzymiego wyzwania. Dotychczas w kwalifikacjach trzy razy trafiał na kluby wyżej notowane. Teraz jest podobnie, choć rywal jest oczywiście z jeszcze wyższej półki. Do Poznania bowiem przyjeżdża Benfica Lizbona, a urwanie jej choćby punktu, będzie odbierane jako sukces. Piłkarskie świętoW Kolejorzu oprócz skupienia i motywacji do meczu z jakby nie patrzeć legendarnym rywalem dochodzi jeszcze olbrzymia dawka emocji. Pierwszy raz od pięciu lat na ulicę Bułgarską zawita klub z europejskiego topu. - Na pewno przed startem nie ma niepokoju, jest raczej ekscytacja. Jest chęć zagrania dobrego meczu przeciwko świetnemu rywalowi, chęć pokazania dobrej piłki. Tak chcemy zresztą wejść w to spotkanie - tak na konferencji prasowej wypowiadał się trener Dariusz Żuraw. Lech przez eliminacje przeszedł jak burza. Komplet zwycięstw z (poza Valmierą) trudnymi i wymagającymi rywalami oraz bilans bramkowy 13:1 to kapitalny wynik, do tego poparty bardzo dobrym wrażeniem artystycznym. Do tego warto zwrócić uwagę, że najważniejsze trzy mecze Lechici rozegrali na wyjeździe. Teraz, gdy europejska rywalizacja zawita do Poznania, niestety mecz rozegrany zostanie bez udziału publiczności. - Chcieliśmy razem z nimi [kibicami] spędzić to piłkarskie święto, ale sytuacja się zmieniła i przyjdzie nam wystąpić bez kibiców - mówił bramkarz Filip Bednarek. Nie na swoim miejscuKolejorz nawet jeśli utrzyma swoją doskonałą formę z meczów eliminacyjnych, to o punkty z Benfiką nadal będzie niezwykle trudno. Zespół prowadzony przez doświadczonego i utytułowanego trenera Jorge Jesusa jest drużyną bardzo dobrze poukładaną. W swoim składzie posiada wielu klasowych zawodników. Za defensywę odpowiada duet znakomitych, choć nie najmłodszych już, stoperów - Nicolas Otamendi oraz Jan Vertonghen. Środek pola to między innymi portugalski duet Pizzi oraz Rafa Silva, za siłę ognia z kolei odpowiedzialni są głównie reprezentanci swoich krajów: Niemiec Waldschmidt, Brazylijczyk Everton i Urugwajczyk Darwin Nunez Ribeiro. Skład ten niewątpliwie szykowany był na zmagania w Lidze Mistrzów (latem na transfery przeznaczono 80 milionów euro). Takie były oczekiwania władz oraz kibiców, ale Orły w elitarnych rozgrywkach nie wystąpią po raz pierwszy od 11 lat. Portugalskiemu klubowi na drodze stanął grecki PAOK. W Lizbonie panuje rozgoryczenie, że Benfica wystąpi zaledwie w Lidze Europy. W związku z tym nowym celem jest co najmniej finał w Gdańsku, a najlepiej triumf w całych rozgrywkach. Zagrać swojePrzez Portugalczyków więc inauguracyjny mecz w Poznaniu traktowany jest jak przetarcie i zaledwie rozgrzewka. Nie ulega wątpliwości, że Benfica jest niekwestionowanym faworytem do wyjścia z grupy. Wspomniany wcześniej mecz z PAOK-iem jest dotychczas jedynym przegranym w tym sezonie przez Lizbończyków. Klub z Estadio da Luz prowadzi w tabeli ligi portugalskiej i wydaje się być na ten moment nie do zatrzymania. Z drugiej strony (zachowując proporcje) Charleroi przed meczem z Lechem również było w podobnej pozycji. Kolejorz potrafił jednak do Belgii pojechać jak po swoje i po piekielnie trudnym meczu wywalczyć zwycięstwo i awans. Po ostatniej porażce ligowej Poznaniaków z Jagiellonią optymizm nie został zatracony, a wpadkę uznano za wypadek przy pracy. O większy ból głowy kibiców przyprawiała sytuacja na środku obrony. Z Benfiką nie wystąpi z powodu czerwonej kartki Lubomir Satka, w sobotę natomiast kontuzji doznali Thomas Rogne oraz Djordje Crnomarković. Na szczęście zarówno Norweg, jaki i Serb są już zdrowi i powinni wystąpić w czwartkowym meczu. Dzięki temu Dariusz Żuraw uniknie potężnych eksperymentów przeciwko tak poważnemu rywalowi. Można pomiędzy obydwoma klubami dostrzec pewną analogię. Oba zespoły w swoim DNA wpisaną mają grę ofensywną. Oczywiste jest, że Lech nie może równać się jakością pojedynczych piłkarzy z Benfiką. Jeśli jednak Lech nie przestraszy się bardziej doświadczonych i utytułowanych rywali, to wydaje się, że może postraszyć drużynę gości. Szczególnie, że Jorge Jesus już nie raz potrafił lekceważyć słabsze kluby. Aby nawiązać wyrównaną rywalizację z Orłami Lechici muszą wznieść się na wyżyny swoich umiejętności oraz zagrać swój futbol, którym potrafili nas czarować w tym sezonie. Jeśli tak się stanie, to być może dzisiejsze spotkanie zapisze się złotymi zgłoskami w historii Lecha, tuż obok meczów z Manchesterem City czy Juventusem Turyn.   W końcu możemy to napisać! 😍🔥 DZIEŃ MECZOWY 🔥 🏆 #UEL 🆚 SL Benfica🕠 18:55🏟 Stadion Poznań💻 https://t.co/6l4jUh0Wl9📺 Polsat Sport Premium 1, TVP 2, TVP Sport#⃣ #LPOBENPo zwycięstwo! 🔵⚪️ pic.twitter.com/2iR1xcgjCm — Lech Poznań (@LechPoznan) October 22, 2020   👀 Kliknij i zaobserwuj najlepszy piłkarski Instagram: @nowinki_transferowe 📸


22 PAŹDZIERNIKA 2020, 10:17