EURO


Reprezentacje

Reprezentacja Polski, czyli europejski średniak [FELIETON]
Reprezentacja Polski - czyli europejski średniak - zapraszamy na felieton. Słowacja miała być najłatwiejszym przeciwnikiem Polaków. Porównując skład naszej kadry, a ich dzisiejszych rywali, na papierze wygralibyśmy to spotkanie. Każda pozycja w reprezentacji Biało-Czerwonych wydawała się być lepiej obsadzona. Dodatkowo, posiadanie najlepszego napastnika na świecie, przechylało szalę zwycięstwa na stronę Polaków. Niestety, boisko wszystko zweryfikowało - przegraliśmy wynikiem 1:2. Oczekiwania, co do EURO były duże, w sumie jak zawsze przed tego typu większym turniejem, w którym udział biorą Polacy. Zastanawialiśmy się, co przygotują dla nas Paulo Sousa i piłkarze. Byliśmy czarowani, mówienie o taktyce, dobrej atmosferze. Wszystko miało układać się świetnie, jednak co bystrzejszy kibic mógł zauważyć, że to tylko dobra mina do złej gry. Wielka niewiadoma, co do podstawowego składu. Tak naprawdę, przed EURO nie wiedzieliśmy, kto z piłkarzy, poza paroma oczywistościami, jest zawodnikiem wyjściowej jedenastki. Nikt nie wiedział, jaki jest nasz "wyjściowy garnitur". Zdziwienie przyszło tuż po ogłoszeniu składów na mecz. Karol Linetty w pierwszej jedenastce. Zawodnik grzejący ławkę w słabiutkim Torino, a na ławce Jakub Moder. Można było złapać się za głowę i pomyśleć, w co my znowu chcemy grać. Nikt przed spotkaniem nie brałby Linettego pod uwagę w wyborze składu. Jak na złość - strzelił bramkę. Mam nadzieję, że selekcjoner reprezentacji przez ten fakt nie pomyśli, iż wybór Linettego był genialnym pomysłem. Nie istnieliśmy w drugiej linii. Skoro Grzegorz Krychowiak i Mateusz Klich grają słabo, to czego, z drugiej strony wymagać od Linettego. Takiego braku pressingu nie widzieliśmy dawno. Zero zaangażowania, poza Kamilem Jóźwiakiem, który zapressował w kilku sytuacjach, jednak niestety on nie może powiedzieć, że zagrał nieskazitelnie. Bramka na jeden do zera to w ogromnej mierze jego "zasługa". Jesteśmy w bardzo ciężkiej sytuacji. Strach przed meczami z Hiszpanią oraz Szwedami puka do drzwi. Zero punktów, a teraz starcia z najsilniejszymi z naszej grupy. Czarno to widzę. Z takim zaangażowaniem i chęcią do gry może lepiej zostańmy w pokojach i nie kompromitujmy się jeszcze bardziej. Słowacja pokazała, że w piłce nożnej liczy się drużyna i jej siła, a nie nazwiska, jakie w niej grają. Gratulacje dla naszych południowych sąsiadów, bo pokazali, że razem współpracując można wygrać z każdym. Podsumowując, nierozważny Grzegorz Krychowiak (czerwona kartka), niewidoczny Robert Lewandowski i popełniający błędy m.in. Bartosz Bereszyński czy Wojciech Szczęsny nie pomogli naszej kadrze dobrze zainaugurować EURO 2020-2021. Teraz pozostają nam matematyczne szanse (podobnie jak przy każdym wielkim turnieju).             Wyświetl ten post na Instagramie.                       Post udostępniony przez Nowinki transferowe (@nowinki_transferowe)   ➡️ Kliknij i zaobserwuj najlepszy piłkarski Instagram: @nowinki_transferowe 📸 ➡️ Kliknij i polub naszą stronę na Facebooku: @nowinkitransferowe 👍 ➡️ Kliknij i zaobserwuj nas na Twitterze: @nowinkitransfer 🐦


14 CZERWCA 2021, 22:56
Europa League

Unai Emery, czyli Mr. Europa League. Villarreal CF zdobywa Ligę Europy [FELIETON]
Przed meczem skazywani na porażkę. Manchester United według większości piłkarskiego świata Ligę Europy miał w kieszeni już przed rozpoczęciem spotkania. Wczorajsze starcie pokazało, że w futbolu nie można lekceważyć nikogo, a w szczególności drużyny, która posiada trenera specjalizującego się w wygrywaniu Ligi Europy. Zapraszamy na felieton poświęcony spotkaniu Manchester United - Villarreal CF. PIERWSZA POŁOWA Początek spotkania i jak można było się tego spodziewać ekipa z Manchesteru przejęła inicjatywę. Drużyna Solskjaera dominowała, jednak czegoś brakowało. Największe gwiazdy, jak Bruno Fernandes, czy Paul Pogba "nie dojechali" na mecz w Gdańsku. Portugalczyk był nieobecny. Taka sytuacja może dziwić, wiedząc, jakie umiejętności posiada i w jakiej formie znajdował się pomocnik w niedawno zakończonym sezonie Premier League. Paul Pogba próbował, nie można było odmówić mu chęci do gry, jednak same chęci zdają się na nic. Najjaśniejszym zawodnikiem w środkowej formacji United był Scott McTominay. Szkot walczył za trzech, prowadził grę, wracał do obrony na każde zawołanie. Można powiedzieć, iż był wszędzie. Czerwone Diabły atakowały bezowocnie. Ekipa z Hiszpanii pozwalała na dośrodkowania słane raz z jednej strony, posyłane przez Aarona Wan-Bissakę, raz z drugiej, posyłane przez Luke'a Shawa. Z ataków United nie wychodziło nic. W końcu do głosu doszła drużyna Żółtej Łodzi Podwodnej i w dwudziestej dziewiątej minucie gry futbolówkę do siatki wpakował Gerard Moreno. Faworyt przegrywa. Do przerwy jeden do zera dla zespołu Unaia Emery'ego. DRUGA POŁOWA Na drugą część spotkania podopieczni Solskjaera wyszli naładowani energią. Od gwizdka sędziego zaczynającego drugie czterdzieści pięć minut gra United wyglądała niemal identycznie jak w pierwszej połowie. Pięćdziesiąta piąta minuta w końcu przyniosła bramkę dla Manchesteru. Gola zdobył niezawodny Edinson Cavani. Jeden do jednego i zmotywowana ekipa z Anglii ruszyła do natarcia. Nie trwało to długo, ponieważ fantastyczne ustawienie taktyczne siódmego zespołu La Ligi uniemożliwiło zdobycie kolejnej bramki. Gracze Czerwonych Diabłów wygrywali wydolnościowo i fizycznie, jednak na ekranie nadal widniał wynik 1:1. Koniec podstawowych dziewięćdziesięciu minut spotkania, więc czas na dogrywkę. Dodatkowe 30 minut nie przyniosło rozstrzygnięcia. Rozpoczęła się seria jedenastek. Do karnego podchodzą bramkarze. David de Gea, strzał i Geronimo Rulli broni jedenastkę wykonywaną przez Hiszpana. Liga Europy dla Villarrealu. Drużyna z La Ligi pokazała, że dobrze przygotowana taktycznie ekipa ze średniej półki wygra nawet z najlepszymi klubami w Europie.   Unai Emery wins his FOURTH Europa League trophy 🏆King of the competition. pic.twitter.com/MPp36fqRXs — B/R Football (@brfootball) May 26, 2021   ➡️ Kliknij i zaobserwuj najlepszy piłkarski Instagram: @nowinki_transferowe 📸 ➡️ Kliknij i polub naszą stronę na Facebooku: @nowinkitransferowe 👍 ➡️ Kliknij i zaobserwuj nas na Twitterze: @nowinkitransfer 🐦


27 MAJA 2021, 22:07
Inne

Oficjalnie: Zoran Mamić (trener Dinama Zagrzeb) idzie do więzienia
Zoran Mamić przestaje pełnić funkcję szkoleniowca chorwackiego klubu. Sąd Najwyższy wydał wyrok skazujący 49-letniego Chorwata na cztery lata i osiem miesięcy pozbawienia wolności. W 2018 roku skazano Zdravko Mamicia, Zorana Mamicia, Milana Permara oraz Damira Vrbanovicia na kary od 3 lat do 6,5 roku więzienia. Uznano ich za winnych przyjmowania korzyści majątkowych oraz unikania płacenia podatków o łącznej wartości około 15 milionów euro. Panowie odwołali się od decyzji sądu pierwszej instancji, ale Sąd Najwyższy podtrzymał wcześniejszy wyrok. Trener Dinama Zagrzeb zapowiedział, że jeśli zapadnie negatywny dla niego wyrok, to poda się do dymisji i dotrzymał on słowa. Na kilka dni przed rewanżowym meczem przeciwko Tottenhamowi Hotspur w Lidze Europy zarząd chorwackiej drużyny obowiązki opiekuna zespołu powierzył dotychczasowemu asystentowi menedżera, czyli 48-letniemu Damirowi Krznarowi. - Choć nie czuję się winny, to tak jak zapowiedziałem wcześniej, jeśli zapadnie prawomocny wyrok, przyjmuję go jako obowiązujący i po prostu zrezygnuję ze stanowiska szkoleniowca oraz dyrektora sportowego GNK Dinamo. Życzę klubowi wszystkiego najlepszego i sukcesów sportowych w przyszłości - powiedział 49-letni słynący z afer Chorwat. Dinamo Zagrzeb przegrało pierwsze spotkanie z Tottenhamem Hotspur wynikiem 0:2. O awans do ćwierćfinału UEFA Europa League będzie zatem bardzo ciężko.   Dinamo Zagreb coach Zoran Mamic has resigned ahead of their #UEL clash with Tottenham after having a near-five year prison sentence confirmed by Croatia's Supreme Court on Monday. — Sky Sports News (@SkySportsNews) March 15, 2021   ➡️ Kliknij i zaobserwuj najlepszy piłkarski Instagram: @nowinki_transferowe 📸 ➡️ Kliknij i polub naszą stronę na Facebooku: @nowinkitransferowe 👍 ➡️ Kliknij i zaobserwuj nas na Twitterze: @nowinkitransfer 🐦


16 MARCA 2021, 13:54
Niemcy

Hansi Flick odejdzie z Bayernu Monachium?
Hansi Flick już niedługo może pożegnać się z pracą w Bayernie Monachium na rzecz posady selekcjonera reprezentacji Niemiec - donosi "Bild". Niewątpliwie sensacją na miarę dekady w piłce nożnej jest postać Hansa-Dietera Flicka, który dosyć niespodziewanie z pozycji "underdoga" osiągnął coś nieosiągalnego i niespodziewanego. Stworzył, a właściwie rzecz ujmując odbudował Bayern, który znowu stał się europejską potęgą. Dał ponowną szansę m.in. Thomasowi Müllerowi oraz Kingsleyowi Comanowi, wskrzesił Jerome'a Boatenga czy zbudował młodych zawodników typu Serge Gnabry i Alphonso Davies, czyniąc z Kanadyjczyka najlepszego piłkarza na swojej pozycji. Podejmując wyzwanie w trakcie sezonu niemiecki szkoleniowiec prawdopodobnie sam nie spodziewał się rezultatów swojej pracy - imponujących wyników, zdobywając z monachijczykami potrójną koronę, co jest nie lada osiągnięciem. Dosyć sensacyjnie ku zdziwieniu kibiców w kuluarach sytuacja niemieckiego trenera wygląda nieco inaczej. Mimo niesamowitych wyników w poprzednim sezonie pojawiają się spekulacje na temat konfliktu interesów wewnątrz klubu. Niemiecki dziennik "Sport Bild" donosi, iż Flick może opuścić Bayern jeszcze w tym roku. Jednym z powodów takiego obrotu sytuacji jest brak zrozumienia pomiędzy szkoleniowcem, a dyrektorem sportowym FCB - Hasanem Salihamidziciem. Panowie mają skrajne opinie na temat polityki transferowej. Drugim z problemów może być zmiana na stanowisku prezesa zarządu. Nie od dziś wiadomo, że legendarny piłkarz Bawarczyków Karl-Heinz Rummenigge ma doskonałe relacje z Flickiem. Zmiana na tej posadzie nie gwarantuje tego samego poziomu relacji z nowym prezesem Oliverem Kahnem. Na horyzoncie pojawia się nie wiadomo, czy nie najważniejszy powód spekulacji mediów, a mianowicie posada selekcjonera reprezentacji Niemiec. Nie milkną głosy, iż zbliżające się Mistrzostwa Europy mogą być ostatnią imprezą Joachima Loewa za sterami kadry. Trener Bayernu przymierzany jest jako idealny naturalny następca, ponieważ w latach 2006-2014 był on asystentem Loewa i ma świadomość, jak wygląda praca z kadrą narodową. Być może szkoleniowiec pokusi się o postawienie sobie nowych wyzwań w karierze trenerskiej. Kontrakt 55-latka obowiązuje do czerwca 2023 roku.   ➡️ Kliknij i zaobserwuj najlepszy piłkarski Instagram: @nowinki_transferowe 📸 ➡️ Kliknij i polub naszą stronę na Facebooku: @nowinkitransferowe 👍 ➡️ Kliknij i zaobserwuj nas na Twitterze: @nowinkitransfer 🐦


27 STYCZNIA 2021, 13:58
Europa League

Lech Poznań - Glasgow Rangers, czyli ostatni akord „Kolejorza” w Lidze Europy
Lech Poznań dzisiaj przy ulicy Bułgarskiej pożegna się z Ligą Europy. Niewątpliwie piękną przygodę Kolejorz zakończy na meczu z Rangersami, którzy walczą o pierwsze miejsce w grupie. Można by za to pomyśleć, że gospodarze zagrają o pietruszkę, lecz w żadnym wypadku tak nie jest. Walka o dodatkowe pieniądze i współczynnik UEFA sprawia, że na podsumowania będzie jeszcze czas, a dziś o godzinie 18:55 Lech musi zagrać na swoim najlepszym możliwym poziomie. Mecz nie tylko o honorOczywiście wszyscy marzyliśmy, by zbliżający się wieczór był starciem o awans, do tego najlepiej zakończonym happy endem. Rzeczywistość sprawiła jednak, że Lechici na wyjście z grupy nie mają już najmniejszych szans i nie można mieć o to do nich wielkich pretensji - od początku wiadomo było, że faworytami grupy są Rangersi oraz Benfica i to oni przechodzą dalej do 1/8 finału. Owszem, poznaniacy rozbudzili nasze oczekiwania swoją dobrą grą na początku swojej drogi i przy odrobinie szczęścia, a także lepszej formie, mogli pokusić się o awans, ale nie ma co rozpaczać, że tak się nie stało. Przeciwko Szkotom stawka i tak jest wysoka, zarówno dla klubu z Wielkopolski, jak i całej polskiej ligi. Kwestie finansowe są raczej oczywiste. UEFA za zwycięstwo w fazie grupowej Ligi Europy płaci 570 tysięcy euro, a za remis 170 tysięcy euro. Kwoty nie do pogardzenia, szczególnie jak na nasze rodzime realia, więc odpuszczania nie będzie. Dla Lecha istotna powinna być także sytuacja Polski w rankingu klubowym europejskiej federacji. W przypadku zwycięstwa Kolejorza możemy być pewni awansu z 30. miejsca na miejsce 27. Korzyści? Od sezonu 2022/23 wszyscy nasi pucharowicze startowaliby z poziomu drugiej rundy kwalifikacji UEFA Europa Conference League - nowego rozgrywkowego tworu. O tym, że mniej meczów we wstępnych fazach europejskich pucharów znacząco ułatwia późniejszą walkę w nich, przekonał się w ostatnich latach niejeden ekstraklasowy klub. Drużyna dwóch jakościZ tego powodu możemy liczyć, że trener Dariusz Żuraw nie zastosuje wariantu lizbońskiego i nie podejdzie ulgowo do pojedynku z Rangersami. Na Estadio da Luz można było przypuszczać, że szanse nawet na remis są minimalne i stąd decyzja o tak znaczącym przemeblowaniu składu. Nie próbuję tutaj bronić szkoleniowca, bo Liga Europy to okno wystawowe na świat i takie podejście do tak klasowego rywala jak Benfica było co najmniej nie na miejscu, zarówno ze względu na szacunek dla przeciwnika, jak i zwykłej sportowej walki. Efekty tej decyzji zobaczyliśmy od razu w Lizbonie, ale doświadczyliśmy ich również w niedzielę. Zmiennicy nie udźwignęli presji meczu w europejskich pucharach, za to wypoczęta podstawowa jedenastka w rywalizacji ligowej pokazała klasę, rozjeżdżając Podbeskidzie 4:0. I to właśnie do takiego Kolejorza jak w weekend przyzwyczailiśmy się na początku sezonu. Do drużyny, która potrafi zabić mecz, grać w obronie skoncentrowana do końca oraz posiadającej wystarczające argumenty w ofensywie i odpowiednią skuteczność. Kluczowi zawodnicy (Pedro Tiba, Dani Ramirez, Jakub Moder) znów wyglądali bardzo przekonująco i miejmy nadzieję, że zostanie tak na dłużej. Jeśli trener Żuraw nie zdecyduje się na kolejną kadrową rewolucję, to dzisiaj przy podobnej grze Lech może być równorzędnym rywalem dla The Gers, co pokazali już przecież przez sporą część spotkania w Glasgow. Szkockie sny o potędzeNie na miejscu byłoby jednak porównywać lidera szkockiej Premiership do ostatniej drużyny naszej Ekstraklasy. Zespół Stevena Gerrarda to cały czas świetnie naoliwiona maszyna. Liczby mówią same za siebie - piłkarze z Ibrox Stadium nie przegrali od dwudziestu czterech meczów (zaledwie cztery remisy) i nawet Benfica nie potrafiła tej serii przerwać. Co więcej, w pojedynkach z Portugalczykami byli dwukrotnie w o wiele lepszej sytuacji i spokojnie mogli w obu przypadkach dowieźć zwycięstwa, zamiast dzielić się punktami. W Szkocji The Gers mają trzynaście punktów przewagi nad drugim Celtikiem i nawet dwa rozegrane mecze więcej względem lokalnych oponentów nie zmieniają faktu, że rywal Lecha absolutnie zdominował ligę. Co więcej, ostatnie pojedynki na rodzimych boiskach to popis Rangersów: osiem zwycięstw, bilans bramkowy 27:0 (3,38 gola na mecz). Statystyki imponujące. Ostatnie wydarzenia sprawiają, że kibice z niebieskiej części Glasgow znów mają wielki apetyt i nadzieje, że ich klub nawiąże do lat świetności zarówno w kraju, jak i w Europie. Na razie Szkoci chcą wyjść z pierwszego miejsca, aby tak się stało, muszą po prostu z Lechem wygrać, jako że mają równy dorobek punktowy co Benfica, ale lepszy bilans bezpośredni. Nikomu nie trzeba mówić, jak dużo daje taka pozycja i z pewnością Steven Gerrard nie ma zamiaru odpuścić tego meczu, szczególnie, że ma do dyspozycji wszystkich swoich najważniejszych piłkarzy. Po piękne pożegnanie Kolejorz musi przyłożyć się do tego spotkania, by osiągnąć swoje (i całej ligi) cele, ale także by w dobrym stylu pożegnać się z Ligą Europy. I to możliwe, że na długi czas, bo dla Polski droga do tych rozgrywek po reformie UEFY będzie wiodła jedynie przez Champions League, ponieważ awans na dające możliwość bezpośredniej gry w Lidze Europy gwarantuje co najmniej piętnaste miejsce w krajowym rankingu. Ono natomiast na razie jest dla nas wizją z gatunku science-fiction. Liczymy więc, iż Lech pokaże swój najlepszy futbol, tak jak robił to wczesną jesienią i mimo braku awansu, zostawi nas w dobrych nastrojach oraz z pięknymi wspomnieniami.   🔥 DZIEŃ MECZOWY 🔥🏆 #UEL 🆚 @RangersFC 🕖 18:55🏟 Stadion Poznań💻 https://t.co/7dFHvS60RQ📺 Polsat Sport Premium 1, TVP 2#⃣ #LPORAN pic.twitter.com/vZvEyD9dFG — Lech Poznań (@LechPoznan) December 10, 2020   👀 Kliknij i zaobserwuj najlepszy piłkarski Instagram: @nowinki_transferowe 📸


10 GRUDNIA 2020, 10:24
Europa League

Benfica Lizbona - Lech Poznań, czyli „Kolejorza” wspinaczka na szczyt
Bardzo skomplikowali sobie piłkarze Kolejorza walkę o wyjście z grupy w Lidze Europy. Porażka ze Standardem w Liege, doznana niejako na własne życzenie, z perspektywy przebiegu meczu nie miała prawa się wydarzyć. Jeśli poprzednie dwa mecze z Belgami były określane jako starcie o wszystko, to trudno znaleźć zwrot, który oddałby właściwie wyjazdowy pojedynek Lecha z Benfiką. Promyk nadzieiW Poznaniu atmosfera przed rewanżem z Portugalczykami już nie jest tak dobra i optymistyczna jak przed meczem przy Bułgarskiej. Czuć olbrzymi niedosyt - zarówno poprzednią porażką ze Standardem, jak i sytuacją w Ekstraklasie. Paradoksalnie jednak Lech cały czas może pokusić się o wyjście z grupy. Co więcej, może nawet mieć wszystko we własnych rękach przed ostatnią kolejką (dzisiaj Rangersi musieliby stracić punkty ze Standardem). Przede wszystkim natomiast Kolejorz obligatoryjnie musi pokonać Benfikę na Estadio da Luz. A to może dla niektórych brzmieć jak science fiction. Patrząc jednak na pewne okoliczności, można znaleźć promyki nadziei. W Poznaniu Orły zostały zaskoczone przez bezkompromisową i ofensywną grę ekipy Dariusza Żurawia. Lech przy odrobinie szczęścia (świetne sytuacje Kacharavy, niepokazana czerwona kartka Vertonghenowi) mógł zdobyć przynajmniej jeden punkt, a bramka na 2:4 w końcówce delikatnie zniekształciła obraz meczu. Poznaniacy przez większość spotkania nie odstawali od zespołu Jorge Jesusa, potrafili stwarzać dobre sytuacje i grali wysokim pressingiem. Pogrzebały ich błędy w obronie, która jednak była znacząco przetrzebiona i łatana na ostatnią chwilę Tomaszem Dejewskim. Owszem, można powiedzieć, że Lech w tamtym fragmencie sezonu cały czas był drużyną grającą zjawiskowo, pełną energii i polotu, a z której obecnie został zaledwie cień. Trudno się nie zgodzić ze stwierdzeniem, że klub z Wielkopolski odczuwa skutki grania na trzech frontach (plus niektórzy piłkarze w reprezentacjach), lecz Benfica to również drużyna, która przechodzi swoje problemy i nie podchodzi do rewanżu w tak dobrych nastrojach jak w październiku. Zepsuta maszynaZespół z Estadio da Luz do pierwszego pojedynku przystępował z serią czterech zwycięstw z rzędu (którą ostatecznie zakończył na siedmiu). Przyjeżdżał jako niekwestionowany lider ligi portugalskiej, rozgoryczony odpadnięciem z Ligi Mistrzów, ale wzmocniony wieloma wartościowymi zawodnikami, którzy przychodzili z myślą właśnie o elitarnych rozgrywkach. Niecałe dwa miesiące później ta sama maszyna z ostatnich pięciu meczów w lidze i europejskich pucharach wygrała zaledwie jeden, szarpie się o zwycięstwo z przedostatnią drużyną tabeli, przegrywa z inną ze strefy spadkowej, a do tego traci do lokalnego lidera - Sportingu - cztery punkty. Atmosfera w zespole również nie najlepsza, a trener Jorge Jesus jest rozdrażniony, czego dał znak podczas konferencji prasowej po poprzednim meczu, atakując dziennikarzy pytających o słabszą dyspozycję zespołu. Jakby tego było mało, to dochodzą kontuzje ważnych zawodników. Z Lechem na pewno na boisko nie wyjdą Adel Taarabt, Nuno Tavares, Andre Almeida i Jean-Clair Todibo. Pod znakiem zapytania stoją natomiast występy Pedrinho, Juliana Weigla oraz Darwina Nuneza. Szczególnie ewentualna nieobecność urugwajskiego napastnika może być znacząca. Pamiętamy jego wspaniały występ przy Bułgarskiej, gdzie zdobył hat-tricka, a w całej kampanii dotychczas strzelił pięć goli i zanotował sześć asyst. Jednak nawet pomimo tych problemów Orłów nie można zapomnieć, że to cały czas drużyna skrojona bardziej na Ligę Mistrzów, niż Ligę Europy. Sama wartość rynkowa kadry Benfiki przyprawia o ból głowy - 303 miliony euro (przy 26 milionach euro Lecha). O tym, że pieniądze nie grają przekonaliśmy się już w pierwszym meczu, gdzie ta różnica nie sparaliżowała Poznaniaków. Warto jednak zwrócić uwagę, że to porównanie świadczy o jednej znaczącej rzeczy - wartości zmienników. A oni odegrają kluczową rolę w przypadku tak wielu kontuzji, a brak solidnej ławki rezerwowych doskwiera Kolejorzowi jak mało komu. Piłkarski Mont BlancPrawdopodobnie to ona (krótka ławka rezerwowych) właśnie jest kluczem do znaczącej obniżki formy. Nie ma takiej możliwości, by Lech nagle oduczył się grania w piłkę. Najbardziej eksploatowani piłkarze w tym sezonie to Jakub Moder, Dani Ramirez, Tymoteusz Puchacz i Mikael Ishak, których liczba minut na boisku oscyluje w okolicach 1500. Dla porównania - to około 300 minut więcej niż Robert Lewandowski, 500 minut więcej niż Lionel Messi i 700 więcej niż Kylian Mbappe. Trudno nie zauważyć, że Lechici za te niezwykłe liczby płacą formą i zdrowiem. Uwidaczniają się również braki na ławce rezerwowych i to, że Dariusz Żuraw nie ma kim zastąpić kluczowych piłkarzy. Nasuwa się pytanie, czy przypadkiem trener nie zaskoczył kierownictwa awansem do Ligi Europy, przez co obecnie Lech nie jest odpowiednio przygotowany do gry na trzech frontach? Krawiec szyje więc z tego, co ma i trzeba przyznać, że Kolejorz to już nie ta sama rozpędzona lokomotywa co niedawno. Straty punktów w końcówkach, sporo błędów i niekiedy brak polotu to najpoważniejsze problemy. Jednak nie zapominajmy, że to dalej ten sam zespół, który kilka miesięcy temu nas zachwycał i sprawiał, że byliśmy dumni z tak grającej polskiej drużyny w Europie. Jeden impuls w każdej chwili może zmienić jej oblicze z powrotem w maszynę do wygrywania. Możliwe, że przytrafił się on w Gdańsku, skąd po niezbyt porywającym meczu Lech potrafił przywieźć trzy punkty. O tym, jak były one ważne, niech świadczy wielka radość piłkarzy i sztabu po końcowym gwizdku. Pojedynek z Benfiką w Lizbonie to oczywiście inny kaliber wyzwania. To piłkarskie szczyty. Choć może nie takie jak Mount Everest, to co najmniej jak Mont Blanc. Każdy szczyt jest jednak możliwy do zdobycia i tym razem jest tak samo. Lech potrzebuje do tego odpowiedniego przygotowania i determinacji, a czy tak będzie i czy Kolejorz powalczy za tydzień o coś więcej, niż tylko piękne pożegnanie, przekonamy się już dzisiaj o godzinie 21:00.   🔥 DZIEŃ MECZOWY 🔥🏆 #UEL 🆚 @SLBenfica 🕘 21:00🏟 Estádio da Luz💻 https://t.co/7dFHvS60RQ📺 Polsat Sport Premium 1, TVP 2#⃣ #BENLPO Po zwycięstwo! 🔵⚪️ pic.twitter.com/OriGRPwRC1 — Lech Poznań (@LechPoznan) December 3, 2020   👀 Kliknij i zaobserwuj najlepszy piłkarski Instagram: @nowinki_transferowe 📸


03 GRUDNIA 2020, 10:19

Europa League

Standard Liege - Lech Poznań, czyli kolejna walka o wszystko
Trzy tygodnie po pierwszym pojedynku ze Standardem Liege Lechitów czeka wyjazd do Belgii na starcie wyjazdowe. Niewiele zmieniło się w Poznaniu od tamtego czasu - zespół Dariusza Żurawia znowu po bardzo dobrym meczu w Lidze Europy dwukrotnie stracił punkty w Ekstraklasie. Skoro jednak ta tendencja jest niezmienna, to w Walonii akurat kibice Kolejorza powinni spodziewać się świetnej gry, ale i dobrego wyniku. Powtórka z rozrywkiZa satysfakcjonujący wynik uznane będzie zwycięstwo - nie boimy się powiedzieć tego otwarcie. Przy Bułgarskiej Lech pokazał, że Standard można zdominować, narzucić swój styl gry oraz spokojnie wygrać po efektownym, ale i przemyślanym występie. Stawka podobna do tej sprzed trzech tygodni - zachowanie szans na wyjście z grupy. Tym razem jednak wyzwanie takie postawione jest zaledwie przed polską drużyną, bowiem Belgowie do awansu potrzebują już niemałego cudu. Lecha zdobycie dzisiaj trzech punktów nie wyniesie co prawda na miejsce dające awans, jednak pozwoli zachować taki dystans do czołówki, że będziemy mieli dalej uzasadnione nadzieje na dobry układ końcowy. Do drugiego zespołu w najgorszym wypadku traciłby bowiem dwa punkty i miałby przed sobą kluczowe mecze - z Benfiką w Lizbonie i Rangersami w Poznaniu. Można rozważać różne scenariusze, ale wydaje się, że najlepszą sytuacją byłaby strata nie więcej niż trzech punktów do The Gers po pięciu meczach i starcie - już dosłownie - o wszystko w ostatniej kolejce z zespołem Stevena Gerrarda. Zanim hipotetycznie do tego dojdzie, trzeba jednak zaserwować Standardowi powtórkę z bolesnej dla Belgów rozrywki. Wielka niewiadomaTrudno ocenić, jak Les Rouches podejdą do dzisiejszego spotkania. Jak już wspomniałem, szanse na awans mają iluzoryczne, do tego w weekend czeka ich prestiżowe starcie z Anderlechtem Bruksela w lidze, w której pomimo piątego miejsca w tabeli, Standard traci zaledwie trzy punkty do lidera, jednocześnie wyprzedzając swoich najbliższych rywali o dwa oczka. Czeka ich więc mecz nie tylko o honor w odwiecznej rywalizacji, ale także o ważne ligowe zwycięstwo. Zastanawiać się można więc, czy Phillipe Montanier nie zostawi kilku swoich kluczowych zawodników na ławce rezerwowych, by odpoczęli przed weekendem. Z drugiej strony nie zapominajmy, że Belgowie losowani byli z drugiego koszyka, co w teorii oznaczało, że są drugą najsilniejszą drużyną w grupie. Trochę wstydliwy więc jest dla nich zerowy dorobek punktowy na półmetku rywalizacji i być może będą chcieli ratować resztki swojego honoru. W porównaniu do meczu w Poznaniu zespół Montaniera nie ma już tak dramatycznej sytuacji kadrowej. Oczywiście cały czas poza kadrą znajduje się opoka defensywy - Zinho Vanheusden - ale do gry zdążyli już wrócić podstawowi gracze tacy jak m.in. Collins Fai, Konstantinos Laifis czy Eden Shamir. Szczególnie powrót dwóch pierwszych zawodników pozwala trenerowi Belgów liczyć na dużo lepszą grę defensywną niż w pierwszym starciu. Z tej bowiem Standard słynie, a dyspozycja bloku obrony w Poznaniu wołała o pomstę do nieba, głównie ze względu na jej skład personalny. Warto wspomnieć o świetnej dyspozycji piłkarzy z Walonii w meczach u siebie. W całym 2020 roku przegrali oni na swoim stadionie zaledwie raz (z Glasgow Rangers 0:2). Z drugiej strony można łatwo przywołać trzy wspaniałe wyjazdowe mecze Lecha w tegorocznych eliminacjach, które pozwoliły mu na awans do fazy grupowej. Nie mamy nic przeciwko, by na Stade Maurice Dufrasne drużyna Dariusza Żurawia poprawiła swój bilans. "Frajerstwo" nie popłacaAby tak się stało Lech jednak nie ma prawa popełniać takich błędów jak ostatnio w Ekstraklasie. O straconej bramce z ostatniej minuty klasyku z Legią trener Żuraw powiedział, że została stracona we "frajerski sposób". Ewidentnie na piłkarzach Kolejorza taki tekst nie zrobił wielkiego wrażenia - bramka w doliczonym czasie gry i strata dwóch punktów z Rakowem to kolejny przykład "frajerstwa" (nie umniejszając cudownemu rajdowi Szelągowskiego). Z takimi błędami z Belgii trudno będzie wywieźć zwycięstwo. Szczęśliwie po raz kolejny poznaniacy mogą pokazać pełną siłę kadrową. Z wyjątkiem niepewnego cały czas występu kontuzjowanego Jakuba Kamińskiego, wszyscy najważniejsi piłkarze są gotowi do wyjścia na boisko dzisiejszego wieczoru. Oby zdrowie zostało przy zawodnikach również po końcowym gwizdku. W ciągu najbliższych dwudziestu czterech dni czeka ich bowiem aż osiem spotkań. Jeśli Lechici chcą, by mecze w Lidze Europy dalej były walką o awans, a nie rywalizacją o pietruszkę, to dziś w Liege trzeba wygrać. A Standard z pewnością jest do ogrania.   🔥 DZIEŃ MECZOWY 🔥🏆 #UEL 🆚 @Standard_RSCL🕘 21:00🏟 Stade Maurice Dufrasne💻 https://t.co/7dFHvS60RQ📺 Polsat Sport Premium 1, TVP 2#⃣ #STALPO Po zwycięstwo! 🔵⚪️ pic.twitter.com/e900Py6voH — Lech Poznań (@LechPoznan) November 26, 2020   👀 Kliknij i zaobserwuj najlepszy piłkarski Instagram: @nowinki_transferowe 📸


26 LISTOPADA 2020, 10:41

Europa League

Lech Poznań - Standard Liege, czyli gra o życie w grupie D
Drugi domowy mecz Lecha w tegorocznej fazie grupowej Ligi Europy, a trzeci w sumie, wydaje się być kluczowym w kontekście walki o ewentualne wyjście z grupy D. I to nie tylko dla poznańskiego Kolejorza, ale także dla jego dzisiejszego rywala - Standardu Liege. Walka o tlen- Traktujemy Ligę Europy jako fajną przygodę, bo poprzedni sezon i całe eliminacje walczyliśmy, aby się tutaj znaleźć. Z drugiej strony nie gramy takich meczów tylko po to, żeby je rozegrać. Chcemy zdobyć punkty i myślę, że spotkania z Benfiką czy Rangersami pokazały, że możemy powalczyć z takimi drużynami i możemy pokazać dobrą piłkę - tak na przedmeczowej konferencji prasowej wypowiadał się jeden z kluczowych piłkarzy Lecha, Jakub Moder. Jeśli poznaniacy chcą dalej mieć o co grać w Lidze Europy, to muszą w dzisiejszym meczu pokonać rywali. To samo tyczy się zresztą belgijskiego klubu. Obie drużyny po dwóch kolejkach znajdują się na końcu tabeli z zerowym dorobkiem punktowym i stratą sześciu oczek do prowadzących - Benfiki Lizbona oraz Glasgow Rangers. Zdobycie kompletu punktów w dzisiejszym pojedynku będzie więc drugą szansą dla zwycięzcy, aby nawiązać walkę, na razie choćby korespondencyjną, z czołówką grupy. Przegrany natomiast swoje szanse zminimalizuje do niemal czysto matematycznych. Pełny potencjał Kolejorza i wielkie problemy BelgówPrzed poprzednimi meczami grupowymi kibice Lecha patrzyli z niepokojem na to, jak zestawi drużynę Dariusz Żuraw. Kontuzje i wykluczenia mocno dziesiątkowały zespół i w ten sposób przeciwko Benfice bardzo osłabiona była defensywa, natomiast przeciwko Rangersom ucierpiała głównie linia pomocy. Tym razem jednak na kilka godzin przed meczem trener ma do dyspozycji niemal cały zespół. Do gry gotowi już są nieobecni w ostatnich dniach Pedro Tiba, Jakub Kamiński czy Djordje Crnomarković. Cieszy też to, że niegroźne okazały się urazy Alana Czerwińskiego i Filipa Marchwińskiego, których nabawili się oni podczas spotkania Pucharu Polski ze Zniczem Pruszków. Jeśli nie wydarzy się jakiś kataklizm, to na Bułgarskiej zobaczymy dzisiaj najmocniejszy możliwy skład Lecha. Na zupełnie przeciwnym biegunie stoi Standard Liege. W drużynie Les Rouches uraz goni uraz, a do tego we znaki daje się koronawirus. Dla trenera Phillipe'a Montaniera najbardziej bolesne wydają się być straty w defensywie. Największym ubytkiem jest z pewnością strata opoki linii obronnej i kapitana zespołu - Zinho Venhausdena, który zerwał więzadła. Ten 21-letni stoper jest podstawą dobrej gry w tyłach Standardu, a także piłkarzem szykowanym do roli lidera reprezentacji Belgii, co świadczy o skali jego talentu i umiejętności. W formacji defensywnej nie zagrają także Collins Fai oraz Konstantinos Laifis, również podstawowi zawodnicy. Starcie przeciwieństwNie sposób nie zwrócić uwagi, że w Poznaniu dojdzie do rywalizacji dwóch drużyn, których atuty leżą w zupełnie innych miejscach. Kiedy bowiem Lech chwalony jest za grę w ataku i często krytykowany w obronie, to główną zaletą Standardu jest właśnie solidna defensywa, a wadą słaba i nieskuteczna gra do przodu. Trudno co prawda przewidzieć, jak bardzo ucierpi linia obrony Belgów przy tak poważnych osłabieniach, pewne jest jednak, że nie będzie to ten sam monolit, który jest jedną z najlepszych defensyw ligi belgijskiej (zaledwie 9 bramek straconych w 11 meczach). Mimo niewielkich braków w ofensywie, trudno pokładać w niej wielkie nadzieje na klucz do sukcesu Les Rouches. Atak obecnie trzeciej drużyny w krajowych rozgrywkach bowiem plasuje się wśród drużyn drugiej połówki tabeli, co chluby Standardowi nie przynosi, a skuteczność atakujących pozostawia wiele do życzenia. Mimo to warto zwrócić uwagę na kilku ciekawych zawodników ofensywnych. Takim piłkarzem jest między innymi Selim Amallach, najlepszy strzelec zespołu w tym sezonie z dorobkiem sześciu trafień. Obbi Oulare to niegdysiejszy wielki talent o dobrych warunkach fizycznych. Ząb czasu nadgryzł także umiejętności Mehdiego Carceli, który swego czasu był graczem wybitnym jak na warunki ligi belgijskiej, jednak wiek oraz niedawne zakażenie koronawirusem sprawiają, że obecnie jest cieniem dawnego siebie. W środku pola natomiast duże umiejętności i wizję gry ma młody Nicolas Raskin. Nie są to jednak piłkarze na miarę Darwina Nuneza czy Alfredo Morelosa, katów Kolejorza z poprzednich meczów. Wykorzystać okolicznościNa papierze Standard Liege wydaje się być silniejszą drużyną od innego belgijskiego klubu, z którym niedawno mierzył się Lech, czyli Charleroi. W obliczu poważnych osłabień drużyny Montaniera jednak skala trudności wydaje się być znacznie niższa od normalnej. Nawet w optymalnym składzie przeciwników, Kolejorz mógłby śmiało powalczyć o pełną pulę. Teraz, kiedy okoliczności wyjątkowo sprzyjają Lechitom, żal byłoby z nich nie skorzystać. Jeśli drużyna Dariusza Żurawia nie zlekceważy tak przetrzebionego rywala i zagra na miarę poprzednich meczów, a szczególnie tego z Benfiką, to Lech ma bardzo duże szanse, by nareszcie cieszyć się ze zwycięstwa.   🔥 DZIEŃ MECZOWY 🔥🏆 #UEL 🆚 @Standard_RSCL 🕤 18:55🏟 Stadion Poznań💻 https://t.co/7dFHvROptg📺 Polsat Sport Premium 1, TVP 2#⃣ #LPOSTA Po zwycięstwo! 🔵⚪️ pic.twitter.com/PVR0TnUThC — Lech Poznań (@LechPoznan) November 5, 2020   👀 Kliknij i zaobserwuj najlepszy piłkarski Instagram: @nowinki_transferowe 📸


05 LISTOPADA 2020, 09:50

Europa League

Glasgow Rangers - Lech Poznań: Czy „Kolejorz” zdoła zdobyć pierwsze punkty?
Po bardzo dobrym pod względem stylu początku fazy grupowej w meczu z Benfiką, teraz przed Kolejorzem kolejne wyzwanie. Ci, którzy oczekują łatwiejszego zadania z Glasgow Rangers, muszą się rozczarować, bo Szkoci to również niezwykle wymagająca drużyna. Starcie Rangers - Lech już dzisiaj, czyli w czwartek 29 października o godzinie 21:00. Trudny teren, jeszcze trudniejszy rywalNiektórzy mogą patrzeć na drużynę Stevena Gerrarda przez pryzmat zeszłorocznej rywalizacji Legii z The Gers w decydującej rundzie play-offów eliminacji Ligi Europy. Przypomnijmy, że po trudnym dwumeczu Rangersi dostali się do fazy grupowej (0:0 w Warszawie i 1:0 w Glasgow). Biorąc pod uwagę to starcie, mogłoby wydawać się, że Lecha nie czeka tak wielkie wyzwanie. Legia, niebędąca wtedy w wybitnej formie, potrafiła nawiązać równą walkę, tracąc decydującą bramkę w 90. minucie rewanżu. Drużyna Gerrarda poczyniła jednak znaczny progres przez miniony rok. Anglik potrafił doprowadzić swoją drużynę aż do 1/8 finału Ligi Europy, gdzie uległa dopiero Bayerowi Leverkusen. Aby dostać się do obecnej fazy grupowej, udało się jej wyrzucić z rozgrywek Galatasaray, ekipę doświadczoną i złożoną z ciekawych zawodników. Wystarczy także spojrzeć na obecną formę Szkotów. Rangersi są niepokonani od 15 meczów, w których stracili zaledwie 4 bramki. Dobra dyspozycja procentuje w lidze. The Gers przewodzą szkockiej Premiership i na Ibrox coraz śmielej spoglądają w stronę mistrzowskiego tytułu - pierwszego od 2011 roku. W meczu z Lechem wspomnianie Ibrox Stadium będzie puste, jak większość europejskich aren w dzisiejszych spotkaniach. Wydaje się, że dla Poznaniaków jest to dobra wiadomość, patrząc z bardzo pragmatycznej perspektywy. Kibice Rangersów potrafią zgotować istne piekło, a atmosfery jak w Glasgow nie powstydziłby się niejeden klub angielskiej Premier League. Lechici mogliby mieć problem z opanowaniem emocji, a zespół Gerrarda na fali dopingu swoich fanów byłby jeszcze groźniejszy. Przezwyciężyć trudnościW Lechu mimo ogólnego optymizmu po dobrym zaprezentowaniu się z Benfiką, pojawiło się kilka problemów. Do Glasgow trener Dariusz Żuraw nie mógł zabrać aż trzech kluczowych piłkarzy. Mowa tu o Jakubie Kamińskim, Djordje Crnomarkoviciu oraz Pedro Tibie. Szczególnie brak Portugalczyka może być bardzo alarmujący dla fanów z Poznania. O tym, jak ważny jest to zawodnik w układance Żurawia, przekonaliśmy się już nie raz w tym sezonie. W niedzielę w meczu z Cracovią (1:1) z kolei zobaczyliśmy, że bez Tiby w środku pola Kolejorz miał duże problemy z kreowaniem sobie klarownych sytuacji. Z Rangersami brak tego piłkarza może być jeszcze bardziej odczuwalny. Ciężar gry, a przede wszystkim jej część kreatywna, spadnie więc na Daniego Ramireza. Jakości Hiszpana też nie raz mieliśmy okazję doświadczyć, lecz z Cracovią zawiódł. Być może w Glasgow jednak wzniesie się na wyżyny swoich olbrzymich umiejętności i odegra kluczową rolę. Cieszyć może za to powrót na środek obrony Lubomira Satki. Bardzo prawdopodobne, że wystąpi on w duecie z Thomasem Rogne, a takie zestawienie stoperów pozwala mieć nadzieje na dużo solidniejszą grę defensywy niż w przypadku pary Dejewski - Crnomarković. Możliwe, że po zakończonej już rehabilitacji zobaczymy Jana Sykorę, który swoimi umiejętnościami i doświadczeniem w europejskich pucharach może zrobić różnicę. Dobrą zmianę w meczu ligowym dał ostatnio także Mohammad Awwad i być może nie był to tylko jednorazowy przebłysk, a początek trendu zwyżkowego u tego zawodnika. Odwaga będzie kluczowaZbyt często ostatnio słyszeliśmy ten zwrot w przypadku Lecha, lecz jest to niezmienna i sprawdzona recepta. Kolejorz po raz kolejny musi zagrać swój futbol. Wydaje się wręcz, że w starciu z Rangersami będzie o to łatwiej niż w przypadku gry z Benfiką. Szkoci są drużyną bardziej defensywną i z pewnością nie zawsze będą wychodzić tak wysokim pressingiem, jak robiła to tydzień temu drużyna Jorge Jesusa. Ekipa Gerrarda jednak za to jest piekielnie niebezpieczna w grze z kontry i w szybkim ataku. Każda nierozważna strata piłki w środku pola będzie potencjalnym zagrożeniem ze strony szybkich bocznych obrońców i skrzydłowych. Warto zwrócić tutaj uwagę szczególnie na prawego defensora Jamesa Taverniera (9 bramek w tym sezonie!) oraz podstawowych skrzydłowych - Ryana Kenta i wykupionego przed sezonem z belgijskiego Genku Ianisa Hagiego. Na papierze najbardziej wartościowym piłkarzem The Gers z kolei jest środkowy napastnik, reprezentant Kolumbii, Alfredo Morelos. Nie można też zapominać o bardzo dobrze funkcjonującej linii defensywnej, o której wspominałem już wcześniej. Z pewnością jednak nie jest to drużyna nie do ukąszenia. Przy pomysłowej grze w ataku i dokładności Lech będzie kreował sobie sytuacje. Niezwykle ważna będzie skuteczność strzelecka. Nie można sobie pozwolić na marnowanie stuprocentowych okazji, gdyż takich będzie niezwykle mało i mogą zaważyć o ostatecznym wyniku. Stąd olbrzymia odpowiedzialność spoczywać będzie na Mikaelu Ishaku, ale także na innych ofensywnych zawodnikach Lecha. Kolejorz więc nie powinien wyjść na Ibrox ze strachem. Mimo dużej siły i potencjału rywala, Lechici pokazali już, że niestraszne im są wielkie firmy i piłkarze. Jeśli będą w stanie zachować swój styl i odwagę ze starcia z Benfiką oraz wyeliminować proste błędy, to być może po meczu z Rangersami będziemy cieszyć się nie tylko z walki i dobrego stylu, ale także z pierwszych punktów dopisanych w tabeli grupy D.   🔥 DZIEŃ MECZOWY 🔥🏆 #UEL 🆚 Rangers FC🕤 21:00🏟 Ibrox Stadium💻 https://t.co/7dFHvROptg📺 Polsat Sport Premium 1, TVP 2#⃣ #RANLPOPo zwycięstwo! 🔵⚪️ pic.twitter.com/bR97bGWawK — Lech Poznań (@LechPoznan) October 29, 2020   👀 Kliknij i zaobserwuj najlepszy piłkarski Instagram: @nowinki_transferowe 📸


29 PAŹDZIERNIKA 2020, 10:21

Europa League

Lech Poznań - Benfica Lizbona, czyli wielki początek dla „Kolejorza”
Lech swoją przygodę w fazie grupowej Ligi Europy rozpocznie od olbrzymiego wyzwania. Dotychczas w kwalifikacjach trzy razy trafiał na kluby wyżej notowane. Teraz jest podobnie, choć rywal jest oczywiście z jeszcze wyższej półki. Do Poznania bowiem przyjeżdża Benfica Lizbona, a urwanie jej choćby punktu, będzie odbierane jako sukces. Piłkarskie świętoW Kolejorzu oprócz skupienia i motywacji do meczu z jakby nie patrzeć legendarnym rywalem dochodzi jeszcze olbrzymia dawka emocji. Pierwszy raz od pięciu lat na ulicę Bułgarską zawita klub z europejskiego topu. - Na pewno przed startem nie ma niepokoju, jest raczej ekscytacja. Jest chęć zagrania dobrego meczu przeciwko świetnemu rywalowi, chęć pokazania dobrej piłki. Tak chcemy zresztą wejść w to spotkanie - tak na konferencji prasowej wypowiadał się trener Dariusz Żuraw. Lech przez eliminacje przeszedł jak burza. Komplet zwycięstw z (poza Valmierą) trudnymi i wymagającymi rywalami oraz bilans bramkowy 13:1 to kapitalny wynik, do tego poparty bardzo dobrym wrażeniem artystycznym. Do tego warto zwrócić uwagę, że najważniejsze trzy mecze Lechici rozegrali na wyjeździe. Teraz, gdy europejska rywalizacja zawita do Poznania, niestety mecz rozegrany zostanie bez udziału publiczności. - Chcieliśmy razem z nimi [kibicami] spędzić to piłkarskie święto, ale sytuacja się zmieniła i przyjdzie nam wystąpić bez kibiców - mówił bramkarz Filip Bednarek. Nie na swoim miejscuKolejorz nawet jeśli utrzyma swoją doskonałą formę z meczów eliminacyjnych, to o punkty z Benfiką nadal będzie niezwykle trudno. Zespół prowadzony przez doświadczonego i utytułowanego trenera Jorge Jesusa jest drużyną bardzo dobrze poukładaną. W swoim składzie posiada wielu klasowych zawodników. Za defensywę odpowiada duet znakomitych, choć nie najmłodszych już, stoperów - Nicolas Otamendi oraz Jan Vertonghen. Środek pola to między innymi portugalski duet Pizzi oraz Rafa Silva, za siłę ognia z kolei odpowiedzialni są głównie reprezentanci swoich krajów: Niemiec Waldschmidt, Brazylijczyk Everton i Urugwajczyk Darwin Nunez Ribeiro. Skład ten niewątpliwie szykowany był na zmagania w Lidze Mistrzów (latem na transfery przeznaczono 80 milionów euro). Takie były oczekiwania władz oraz kibiców, ale Orły w elitarnych rozgrywkach nie wystąpią po raz pierwszy od 11 lat. Portugalskiemu klubowi na drodze stanął grecki PAOK. W Lizbonie panuje rozgoryczenie, że Benfica wystąpi zaledwie w Lidze Europy. W związku z tym nowym celem jest co najmniej finał w Gdańsku, a najlepiej triumf w całych rozgrywkach. Zagrać swojePrzez Portugalczyków więc inauguracyjny mecz w Poznaniu traktowany jest jak przetarcie i zaledwie rozgrzewka. Nie ulega wątpliwości, że Benfica jest niekwestionowanym faworytem do wyjścia z grupy. Wspomniany wcześniej mecz z PAOK-iem jest dotychczas jedynym przegranym w tym sezonie przez Lizbończyków. Klub z Estadio da Luz prowadzi w tabeli ligi portugalskiej i wydaje się być na ten moment nie do zatrzymania. Z drugiej strony (zachowując proporcje) Charleroi przed meczem z Lechem również było w podobnej pozycji. Kolejorz potrafił jednak do Belgii pojechać jak po swoje i po piekielnie trudnym meczu wywalczyć zwycięstwo i awans. Po ostatniej porażce ligowej Poznaniaków z Jagiellonią optymizm nie został zatracony, a wpadkę uznano za wypadek przy pracy. O większy ból głowy kibiców przyprawiała sytuacja na środku obrony. Z Benfiką nie wystąpi z powodu czerwonej kartki Lubomir Satka, w sobotę natomiast kontuzji doznali Thomas Rogne oraz Djordje Crnomarković. Na szczęście zarówno Norweg, jaki i Serb są już zdrowi i powinni wystąpić w czwartkowym meczu. Dzięki temu Dariusz Żuraw uniknie potężnych eksperymentów przeciwko tak poważnemu rywalowi. Można pomiędzy obydwoma klubami dostrzec pewną analogię. Oba zespoły w swoim DNA wpisaną mają grę ofensywną. Oczywiste jest, że Lech nie może równać się jakością pojedynczych piłkarzy z Benfiką. Jeśli jednak Lech nie przestraszy się bardziej doświadczonych i utytułowanych rywali, to wydaje się, że może postraszyć drużynę gości. Szczególnie, że Jorge Jesus już nie raz potrafił lekceważyć słabsze kluby. Aby nawiązać wyrównaną rywalizację z Orłami Lechici muszą wznieść się na wyżyny swoich umiejętności oraz zagrać swój futbol, którym potrafili nas czarować w tym sezonie. Jeśli tak się stanie, to być może dzisiejsze spotkanie zapisze się złotymi zgłoskami w historii Lecha, tuż obok meczów z Manchesterem City czy Juventusem Turyn.   W końcu możemy to napisać! 😍🔥 DZIEŃ MECZOWY 🔥 🏆 #UEL 🆚 SL Benfica🕠 18:55🏟 Stadion Poznań💻 https://t.co/6l4jUh0Wl9📺 Polsat Sport Premium 1, TVP 2, TVP Sport#⃣ #LPOBENPo zwycięstwo! 🔵⚪️ pic.twitter.com/2iR1xcgjCm — Lech Poznań (@LechPoznan) October 22, 2020   👀 Kliknij i zaobserwuj najlepszy piłkarski Instagram: @nowinki_transferowe 📸


22 PAŹDZIERNIKA 2020, 10:17

Inne

Ciężki stan zdrowia legendarnego Antonina Panenki
71-latek właśnie toczy najcięższy bój w swym życiu. Niestety, poprzez doniesienia różnych portali sportowych oraz oficjalne oświadczenie czeskiego klubu Bohemians 1905, możemy się dowiedzieć o bardzo poważnych skutkach zakażenia koronawirusem u czeskiej legendy piłki nożnej, prekursora technicznego wykonywania rzutów karnych, na którego cześć nazwano tego typu sposób strzelania jedenastek, Antonina Panenki. Między innymi "Daily Mail" oraz "ESPN" donoszą o ciężkim stanie zdrowia mistrza Europy z 1976 roku z reprezentacją Czechosłowacji. Wydaje się jednak, że tamten turniej i zacięta rywalizacja nijak mają się do pojedynku aktualnie toczonego przez byłego gracza. Wiadomo, że znajduje się on na oddziale intensywnej terapii w jednym ze szpitali, a przeprowadzone badania jednoznacznie wskazały na obecność w organizmie jednostki chorobowej COVID-19. Nie wiadomo, jak zachowa się układ odpornościowy ikony, lecz wiadomym jest, iż wiek niekorzystnie rokuje na przyszłość. Jasność w tej sprawie uzyskamy dopiero w przeciągu najbliższych kilku lub kilkunastu dni. Nie pozostaje nic innego, jak życzyć sympatycznemu Czechowi powrotu do zdrowia. Antonin Panenka był zawodowym piłkarzem w latach 1967-1993. Większość kariery spędził w ojczyznie, w barwach Bohemians 1905. Dla tego klubu też rozegrał 230 spotkań, w których zdobył 76 bramek. Z pewnością jednak największą sławę przyniosła mu z perspektywy czasu nonszalancka decyzja z finału ME w 1976 roku z RFN. Przy stanie 4:3 dla Czechosłowacji do ostatniego karnego podchodził wspomniany ofensywny pomocnik i zamarkował mocny strzał, myląc tym samym Seppa Maiera, po czym podciął lekko piłkę i trafił w sam środek bramki, pieczętując sukces reprezentacji.   UPDATE: U Antonína Panenky byla před malou chvílí potvrzena nákaza koronavirem. Jedná se o aktuální test. https://t.co/F9JUKsK5sD — Bohemians Praha 1905 (@bohemians1905) October 7, 2020   👀 Kliknij i zaobserwuj najlepszy piłkarski Instagram: @nowinki_transferowe 📸


07 PAŹDZIERNIKA 2020, 22:27

Europa League

RSC Charleroi - Lech Poznań, czyli poważny egzamin dla „Kolejorza”
Na tak ważny i prestiżowy mecz kibice w Poznaniu czekali niemal pięć lat. Nic dziwnego, że atmosfera w klubie jest wyjątkowa, a o najbliższym spotkaniu dyskutuje się z niemałą ekscytacją. W czwartek o 19:00 Lech Poznań podejmie na wyjeździe RSC Charleroi w decydującym starciu o fazę grupową Ligi Europy. Stare dzieje Gdy w grudniu 2015 roku Kolejorz rozgrywał swój ostatni mecz w fazie grupowej Ligi Europy, przegrywając u siebie 0:1 z FC Basel, mało kto spodziewał się, że na tak długo Poznań pożegna się z europejskimi pucharami na istotnych szczeblach. Bo pomimo pewnego kryzysu w ówczesnej drużynie, Lech cały czas mógł tytułować się Mistrzem Polski, miał olbrzymi potencjał w składzie i potrafił nawet pokonać Fiorentinę w meczu wyjazdowym. Rozgrywki w Lidze Europy zakończył w średnim stylu, lecz 5 punktów i trzecie miejsce w grupie wstydu Lechitom nie przyniosły. Nikt wtedy nie pomyślałby, że jest to początek długiej europejskiej posuchy. Jednak to właśnie do tego momentu trzeba sięgnąć pamięcią, aby przypomnieć sobie ostatni występ Lecha w fazie grupowej europejskich pucharów. Dla podkreślenia upływu czasu można zauważyć, że z tamtego składu Kolejorza obecnie w Poznaniu nie gra nikt. Poza Łukaszem Trałką, ale on jednak występuje w innej poznańskiej ekipie. W czwartek przeciwko Belgom wystąpi zupełnie inny zespół. Trudno w tym momencie ocenić, czy lepszy. Z pewnością jednak o podobnym, a może nawet większym potencjale. Rozpędzona lokomotywa Nie bez powodu wielu ekspertów wskazuje, że Lech gra obecnie najlepszy futbol w Polsce. Choć wyniki i miejsce w PKO BP Ekstraklasie niekoniecznie to oddają, to gdy jednak przyjrzeć się tym czterem ligowym meczom, to zobaczymy drużynę grającą z polotem, ofensywnie oraz z pomysłem. Z kolei rywalizacja w Europie jest pełnym tego potwierdzeniem. Trzy mecze, trzy zwycięstwa (z czego dwa z niewygodnymi rywalami) oraz bilans bramkowy 11:0 mówią same za siebie. Rzadko widujemy taki obraz polskiej drużyny w europejskich pucharach. O sile Kolejorza decydują dzisiaj zarówno młodzi i przebojowi Polacy z Jakubem Moderem, Tymoteuszem Puchaczem i Jakubem Kamińskim na czele, jak i doświadczeni, dający dużo jakości piłkarze zagraniczni, chociażby świetni w tym sezonie Dani Ramirez, Mikael Ishak oraz Pedro Tiba. To od tych piłkarzy będzie zależeć w głównej mierze to, czy uda się zdominować Charleroi i narzucić im styl gry preferowany przez Poznaniaków. Czyli ofensywną grę napędzaną przez hiszpańsko-portugalski duet playmakerów z wykorzystaniem bocznych sektorów boiska. Lechici muszą zagrać także skoncentrowani w obronie, która w meczach z Hammarby i Apollonem nie ustrzegła się błędów, a czyste konta zawdzięcza coraz lepszej grze w bramce Filipa Bednarka oraz nieskuteczności przeciwników. Charleroi jednak może już nie być dla Kolejorza tak łaskawe jak wcześniejsi rywale. Historyczna szansa Belgijska drużyna to bowiem ekipa, która z pewnością wykorzysta większość błędów swoich rywali. Popularne Zebry rozpoczęły sezon z przytupem. Po siedmiu kolejkach zajmują pierwsze miejsce w lidze belgijskiej, nie przegrywając dotychczas żadnego meczu. Do meczu z Lechem podejdą z serią 10 meczów bez porażki w grze o stawkę. Drużyna Charleroi nie jest jednak zespołem, który gra najlepszą piłkę w Belgii. Owszem, są niezwykle skuteczni, lecz nie są drużyną doskonałą. Prawdopodobnie Belgowie skupią się na przeszkadzaniu w grze Lechowi, gdyż wolą grać piłkę pozbawioną akcji kombinacyjnych. Pod tym względem Charleroi porównać można do Atletico Madryt, które może nie gra widowiskowo, lecz potrafi cierpieć na boisku, aby zablokować największe atuty rywala i próbować samemu strzelić decydującą bramkę. W drużynie trenera Karima Belhocine'a występuje kilku ciekawych piłkarzy, na których z pewnością trzeba zwrócić uwagę. W środku pola zobaczymy znanego kibicom w Polsce z występów w Śląsku Wrocław Ryotę Moriokę, który jest jednym z głównych kreatorów w zespole. Postrachem obrońców jest Kaveh Rezaei, irański napastnik, który w poprzednim sezonie strzelił 14 goli i zaliczył 5 asyst w 26 meczach, a w obecnej kampanii ma już na koncie 6 bramek. Na prawej obronie występuje niezwykle utalentowany 20-letni Maxime Busi, młodzieżowy reprezentant Belgii. Z bardziej doświadczonych piłkarzy znajdziemy w bramce Nicolasa Penneteau, wieloletniego bramkarza Valenciennes oraz Bastii, a w pomocy Guillauma Gilleta, żywą legendę Anderlechtu Bruksela. Trener Belhocine wprost mówił o "historycznej szansie" dla klubu. Trudno się z tym nie zgodzić, jeśli spojrzymy na to, że Charleroi jeszcze nigdy nie awansowało do fazy grupowej europejskich pucharów. Pierwszą przeszkodę - Partizan Belgrad - przeszli nie bez problemów, wygrywając z Serbami 2:1 po dogrywce. Bez wątpienia jednak apetyty przed czwartkowym meczem w Belgii są równie duże, co w Polsce. Wykorzystać szansę Chociaż Lech na Stade du Pays de Charleroi nie będzie faworytem, to ma olbrzymią szansę, by wrócić do poważnej europejskiej piłki. Jeśli Kolejorz uniknie momentów dekoncentracji oraz rażących błędów w obronie i zagra swój futbol, to możliwość pokonania Belgów jest dużo większa niż może się wydawać. Trener Dariusz Żuraw na konferencji prasowej wprost mówił, że Lech przyjechał po awans, który jednak niełatwo będzie wywalczyć. "Przyjechaliśmy tu pokazać dobry, ofensywny futbol oraz to, że polska liga nie jest taka słaba, jak się wydaje" - to z kolei słowa Jakuba Kamińskiego. Jutro, około godz. 21:00, po zakończeniu meczu będziemy już wiedzieć, czy Lechici zdali swój pierwszy tak poważny egzamin oraz czy faktycznie, zarówno Lech jak i Legia, pokazały, że polski futbol klubowy wcale nie sięgnął dna, a oba zespoły mogą godnie reprezentować nas w fazie grupowej Ligi Europy.   🔥 DZIEŃ MECZOWY 🔥 🏆 el. Ligi Europy🆚 Royal Charleroi🕠 19:00🏟 Stade du Pays de Charleroi💻 https://t.co/uVLHGjdB16📺 Polsat Sport📊 @stspolska#⃣ #CHALPO🤝 Partner dnia meczowego Lech Pils👀🍔🍻 Restauracja PodaniePo awans! 🔵⚪️ pic.twitter.com/xeofpjQuKv — Lech Poznań (@LechPoznan) October 1, 2020   👀 Kliknij i zaobserwuj najlepszy piłkarski Instagram: @nowinki_transferowe 📸


30 WRZEŚNIA 2020, 22:37

Europa League

Legia Warszawa - Qarabag Agdam, czyli ostatnia prosta
Legia Warszawa - Karabach Agdam, czwartek, 1 października, 2020, godz. 20:00. Najbliższe spotkanie eliminacji do fazy grupowej Ligi Europy to drugi z rzędu mecz o występ na europejskim poziomie. Rok temu w dążeniu do fazy grupowej przeszkodziła drużyna prowadzona przez Stevena Gerrarda - Rangers FC. Do tej pory warszawska Legia w drodze do Ligi Mistrzów wyeliminowała Linfield, zatrzymując się na drużynie z Cypru. Po przegranej z Omonią ekipa stanęła do rywalizacji o Ligę Europy pokonując Dritę 2:0 po bramkach Wszołka i Pekharta. Teraz przed drużyną Czesława Michniewicza staje Karabach Agdam, a to o wiele poważniejsze wyzwanie niż mecz z kosowskim debiutantem. Aktualnie nowy szkoleniowiec prowadził będzie drużynę po niespełna dwóch tygodniach od objęcia posady. Trener miał tylko jeden debiutancki mecz, aby sprawdzić swoje ustalenia w grze, ponieważ ostatnie stracie ligowe ze Śląskiem zostało przełożone. Karabach to zespół, który regularnie melduje się w europejskich pucharach, mimo trudnej sytuacji w kraju, mecz ma się odbyć. Chociaż wokół tej sytuacji jest coraz więcej emocji. Drużyna z Qarabagu przyleciała do Polski we wtorek. Na swojej drodze przed meczem z Legią grali z Sileksem z Macedonii Północnej, mołdawskim Sheriffem Tyraspol, ostatecznie przegrywając kwalifikacje do Ligi Mistrzów z Molde. Historia spotkań Karabachu Agdam kontra polskie drużyny prezentuje się dość znacznie na korzyść mistrzów Azerbejdżanu. Przed Legią z Karabachem rywalizowały dwie polskie drużyny - Wisła Kraków w sezonie 2010/2011 oraz Piast Gliwice w kampanii 2013/2014. Na oficjalnej stronie mistrza Polski możemy przeczytać: "We wtorkowe popołudnie odbył się kolejny trening Legii Warszawa przed meczem fazy play-off eliminacji Ligi Europy UEFA, w którym Wojskowi zmierzą się z Karabachem Agdam. Dzisiejsza sesja treningowa, której towarzyszyły opady deszczu, otwarta była dla przedstawicieli mediów przez kwadrans. W tym czasie podopieczni trenera Czesława Michniewicza rozgrzewali się z piłką pod okiem trenera Łukasza Bortnika. W środę o 17:00 legioniści odbędą ostatni trening przed meczem z mistrzem Azerbejdżanu. Godzinę wcześniej rozpocznie się oficjalna konferencja prasowa trenera Michniewicza. Rywale będą trenować na boisku głównym o godz. 19:00". Wydawało się, że azerski zespół przyjedzie do Polski osłabiony brakiem ważnego zawodnika. Wilde-Donald Guerrier jest podstawowym lewoskrzydłowym lub defensorem Karabachu, a w obecnym sezonie zdobył już dwa gole w trzech meczach eliminacji do Ligi Mistrzów, w wyjściowym składzie rozpoczynał wszystkie spotkania ligowe. Karabach miał do Warszawy przylecieć jednak bez Guerriera, ponieważ ten miał problemy z wyrobieniem nowego paszportu, co było niezbędne do uzyskania polskiej wizy. Z ostatnich informacji wynika jednak, że Haitańczyk przyleci do Warszawy prywatnym samolotem, aby zagrać w tym spotkaniu. Na obecną chwilę z Łazienkowskiej nie płyną żadne informacje na temat problemów kadrowych i ewentualnych urazów zawodników. Kciuki trzymamy również za Lecha Poznań, który w walce o Ligę Europy zmierzy się z belgijskim klubem Royal Charleroi Sporting Club. Aktualizacja: Wilde-Donald Guerrier ostatecznie jednak nie zagra w tym meczu.   TO JUŻ DZIŚ 🔥🔥🔥💥 #DzieńBarwowy #LEGQAR⚽️ Legia Warszawa - @FKQarabagh 🏆 Runda Play-off el. @EuropaLeague ⏰ 20:00🏟️ #Ł3, @warszawa 📺 @sport_tvppl, https://t.co/61bvGrpwIS💻 https://t.co/ToUyq0H2yZ💵 Graj z @eFortunapl: https://t.co/9hWkFC9lg1💪 Tylko awans! pic.twitter.com/XB1V2D5cYt — Legia Warszawa 👑 (@LegiaWarszawa) October 1, 2020   👀 Kliknij i zaobserwuj najlepszy piłkarski Instagram: @nowinki_transferowe 📸


30 WRZEŚNIA 2020, 12:01

Zapowiedź oraz składy: Legia Warszawa - KF Drita Gnjilane

24 WRZEŚNIA 2020, 19:30

Zapowiedź Superpucharu Europy: Bayern Monachium - Sevilla

23 WRZEŚNIA 2020, 21:32

Piast Gliwice w kolejnej rundzie eliminacji Ligi Europy

17 WRZEŚNIA 2020, 22:19

Lech Poznań pewnie pokonuje Hammarby IF

16 WRZEŚNIA 2020, 21:16

Waldemar Fornalik gwarantem stabilności? Piast Gliwice znów na podium PKO Ekstraklasy

26 LIPCA 2020, 16:16

The Athletic: UEFA żąda odszkodowania od klubów

17 MARCA 2020, 12:54

UEFA zawiesi Ligę Mistrzów i Ligę Europy oraz przełoży EURO?

12 MARCA 2020, 17:06

Real Madryt pod kwarantanną

12 MARCA 2020, 12:40