Europa League

Standard Liege - Lech Poznań, czyli kolejna walka o wszystko
Trzy tygodnie po pierwszym pojedynku ze Standardem Liege Lechitów czeka wyjazd do Belgii na starcie wyjazdowe. Niewiele zmieniło się w Poznaniu od tamtego czasu - zespół Dariusza Żurawia znowu po bardzo dobrym meczu w Lidze Europy dwukrotnie stracił punkty w Ekstraklasie. Skoro jednak ta tendencja jest niezmienna, to w Walonii akurat kibice Kolejorza powinni spodziewać się świetnej gry, ale i dobrego wyniku. Powtórka z rozrywkiZa satysfakcjonujący wynik uznane będzie zwycięstwo - nie boimy się powiedzieć tego otwarcie. Przy Bułgarskiej Lech pokazał, że Standard można zdominować, narzucić swój styl gry oraz spokojnie wygrać po efektownym, ale i przemyślanym występie. Stawka podobna do tej sprzed trzech tygodni - zachowanie szans na wyjście z grupy. Tym razem jednak wyzwanie takie postawione jest zaledwie przed polską drużyną, bowiem Belgowie do awansu potrzebują już niemałego cudu. Lecha zdobycie dzisiaj trzech punktów nie wyniesie co prawda na miejsce dające awans, jednak pozwoli zachować taki dystans do czołówki, że będziemy mieli dalej uzasadnione nadzieje na dobry układ końcowy. Do drugiego zespołu w najgorszym wypadku traciłby bowiem dwa punkty i miałby przed sobą kluczowe mecze - z Benfiką w Lizbonie i Rangersami w Poznaniu. Można rozważać różne scenariusze, ale wydaje się, że najlepszą sytuacją byłaby strata nie więcej niż trzech punktów do The Gers po pięciu meczach i starcie - już dosłownie - o wszystko w ostatniej kolejce z zespołem Stevena Gerrarda. Zanim hipotetycznie do tego dojdzie, trzeba jednak zaserwować Standardowi powtórkę z bolesnej dla Belgów rozrywki. Wielka niewiadomaTrudno ocenić, jak Les Rouches podejdą do dzisiejszego spotkania. Jak już wspomniałem, szanse na awans mają iluzoryczne, do tego w weekend czeka ich prestiżowe starcie z Anderlechtem Bruksela w lidze, w której pomimo piątego miejsca w tabeli, Standard traci zaledwie trzy punkty do lidera, jednocześnie wyprzedzając swoich najbliższych rywali o dwa oczka. Czeka ich więc mecz nie tylko o honor w odwiecznej rywalizacji, ale także o ważne ligowe zwycięstwo. Zastanawiać się można więc, czy Phillipe Montanier nie zostawi kilku swoich kluczowych zawodników na ławce rezerwowych, by odpoczęli przed weekendem. Z drugiej strony nie zapominajmy, że Belgowie losowani byli z drugiego koszyka, co w teorii oznaczało, że są drugą najsilniejszą drużyną w grupie. Trochę wstydliwy więc jest dla nich zerowy dorobek punktowy na półmetku rywalizacji i być może będą chcieli ratować resztki swojego honoru. W porównaniu do meczu w Poznaniu zespół Montaniera nie ma już tak dramatycznej sytuacji kadrowej. Oczywiście cały czas poza kadrą znajduje się opoka defensywy - Zinho Vanheusden - ale do gry zdążyli już wrócić podstawowi gracze tacy jak m.in. Collins Fai, Konstantinos Laifis czy Eden Shamir. Szczególnie powrót dwóch pierwszych zawodników pozwala trenerowi Belgów liczyć na dużo lepszą grę defensywną niż w pierwszym starciu. Z tej bowiem Standard słynie, a dyspozycja bloku obrony w Poznaniu wołała o pomstę do nieba, głównie ze względu na jej skład personalny. Warto wspomnieć o świetnej dyspozycji piłkarzy z Walonii w meczach u siebie. W całym 2020 roku przegrali oni na swoim stadionie zaledwie raz (z Glasgow Rangers 0:2). Z drugiej strony można łatwo przywołać trzy wspaniałe wyjazdowe mecze Lecha w tegorocznych eliminacjach, które pozwoliły mu na awans do fazy grupowej. Nie mamy nic przeciwko, by na Stade Maurice Dufrasne drużyna Dariusza Żurawia poprawiła swój bilans. "Frajerstwo" nie popłacaAby tak się stało Lech jednak nie ma prawa popełniać takich błędów jak ostatnio w Ekstraklasie. O straconej bramce z ostatniej minuty klasyku z Legią trener Żuraw powiedział, że została stracona we "frajerski sposób". Ewidentnie na piłkarzach Kolejorza taki tekst nie zrobił wielkiego wrażenia - bramka w doliczonym czasie gry i strata dwóch punktów z Rakowem to kolejny przykład "frajerstwa" (nie umniejszając cudownemu rajdowi Szelągowskiego). Z takimi błędami z Belgii trudno będzie wywieźć zwycięstwo. Szczęśliwie po raz kolejny poznaniacy mogą pokazać pełną siłę kadrową. Z wyjątkiem niepewnego cały czas występu kontuzjowanego Jakuba Kamińskiego, wszyscy najważniejsi piłkarze są gotowi do wyjścia na boisko dzisiejszego wieczoru. Oby zdrowie zostało przy zawodnikach również po końcowym gwizdku. W ciągu najbliższych dwudziestu czterech dni czeka ich bowiem aż osiem spotkań. Jeśli Lechici chcą, by mecze w Lidze Europy dalej były walką o awans, a nie rywalizacją o pietruszkę, to dziś w Liege trzeba wygrać. A Standard z pewnością jest do ogrania.   🔥 DZIEŃ MECZOWY 🔥🏆 #UEL 🆚 @Standard_RSCL🕘 21:00🏟 Stade Maurice Dufrasne💻 https://t.co/7dFHvS60RQ📺 Polsat Sport Premium 1, TVP 2#⃣ #STALPO Po zwycięstwo! 🔵⚪️ pic.twitter.com/e900Py6voH — Lech Poznań (@LechPoznan) November 26, 2020   👀 Kliknij i zaobserwuj najlepszy piłkarski Instagram: @nowinki_transferowe 📸


26 LISTOPADA 2020, 10:41
Europa League

Lech Poznań - Standard Liege, czyli gra o życie w grupie D
Drugi domowy mecz Lecha w tegorocznej fazie grupowej Ligi Europy, a trzeci w sumie, wydaje się być kluczowym w kontekście walki o ewentualne wyjście z grupy D. I to nie tylko dla poznańskiego Kolejorza, ale także dla jego dzisiejszego rywala - Standardu Liege. Walka o tlen- Traktujemy Ligę Europy jako fajną przygodę, bo poprzedni sezon i całe eliminacje walczyliśmy, aby się tutaj znaleźć. Z drugiej strony nie gramy takich meczów tylko po to, żeby je rozegrać. Chcemy zdobyć punkty i myślę, że spotkania z Benfiką czy Rangersami pokazały, że możemy powalczyć z takimi drużynami i możemy pokazać dobrą piłkę - tak na przedmeczowej konferencji prasowej wypowiadał się jeden z kluczowych piłkarzy Lecha, Jakub Moder. Jeśli poznaniacy chcą dalej mieć o co grać w Lidze Europy, to muszą w dzisiejszym meczu pokonać rywali. To samo tyczy się zresztą belgijskiego klubu. Obie drużyny po dwóch kolejkach znajdują się na końcu tabeli z zerowym dorobkiem punktowym i stratą sześciu oczek do prowadzących - Benfiki Lizbona oraz Glasgow Rangers. Zdobycie kompletu punktów w dzisiejszym pojedynku będzie więc drugą szansą dla zwycięzcy, aby nawiązać walkę, na razie choćby korespondencyjną, z czołówką grupy. Przegrany natomiast swoje szanse zminimalizuje do niemal czysto matematycznych. Pełny potencjał Kolejorza i wielkie problemy BelgówPrzed poprzednimi meczami grupowymi kibice Lecha patrzyli z niepokojem na to, jak zestawi drużynę Dariusz Żuraw. Kontuzje i wykluczenia mocno dziesiątkowały zespół i w ten sposób przeciwko Benfice bardzo osłabiona była defensywa, natomiast przeciwko Rangersom ucierpiała głównie linia pomocy. Tym razem jednak na kilka godzin przed meczem trener ma do dyspozycji niemal cały zespół. Do gry gotowi już są nieobecni w ostatnich dniach Pedro Tiba, Jakub Kamiński czy Djordje Crnomarković. Cieszy też to, że niegroźne okazały się urazy Alana Czerwińskiego i Filipa Marchwińskiego, których nabawili się oni podczas spotkania Pucharu Polski ze Zniczem Pruszków. Jeśli nie wydarzy się jakiś kataklizm, to na Bułgarskiej zobaczymy dzisiaj najmocniejszy możliwy skład Lecha. Na zupełnie przeciwnym biegunie stoi Standard Liege. W drużynie Les Rouches uraz goni uraz, a do tego we znaki daje się koronawirus. Dla trenera Phillipe'a Montaniera najbardziej bolesne wydają się być straty w defensywie. Największym ubytkiem jest z pewnością strata opoki linii obronnej i kapitana zespołu - Zinho Venhausdena, który zerwał więzadła. Ten 21-letni stoper jest podstawą dobrej gry w tyłach Standardu, a także piłkarzem szykowanym do roli lidera reprezentacji Belgii, co świadczy o skali jego talentu i umiejętności. W formacji defensywnej nie zagrają także Collins Fai oraz Konstantinos Laifis, również podstawowi zawodnicy. Starcie przeciwieństwNie sposób nie zwrócić uwagi, że w Poznaniu dojdzie do rywalizacji dwóch drużyn, których atuty leżą w zupełnie innych miejscach. Kiedy bowiem Lech chwalony jest za grę w ataku i często krytykowany w obronie, to główną zaletą Standardu jest właśnie solidna defensywa, a wadą słaba i nieskuteczna gra do przodu. Trudno co prawda przewidzieć, jak bardzo ucierpi linia obrony Belgów przy tak poważnych osłabieniach, pewne jest jednak, że nie będzie to ten sam monolit, który jest jedną z najlepszych defensyw ligi belgijskiej (zaledwie 9 bramek straconych w 11 meczach). Mimo niewielkich braków w ofensywie, trudno pokładać w niej wielkie nadzieje na klucz do sukcesu Les Rouches. Atak obecnie trzeciej drużyny w krajowych rozgrywkach bowiem plasuje się wśród drużyn drugiej połówki tabeli, co chluby Standardowi nie przynosi, a skuteczność atakujących pozostawia wiele do życzenia. Mimo to warto zwrócić uwagę na kilku ciekawych zawodników ofensywnych. Takim piłkarzem jest między innymi Selim Amallach, najlepszy strzelec zespołu w tym sezonie z dorobkiem sześciu trafień. Obbi Oulare to niegdysiejszy wielki talent o dobrych warunkach fizycznych. Ząb czasu nadgryzł także umiejętności Mehdiego Carceli, który swego czasu był graczem wybitnym jak na warunki ligi belgijskiej, jednak wiek oraz niedawne zakażenie koronawirusem sprawiają, że obecnie jest cieniem dawnego siebie. W środku pola natomiast duże umiejętności i wizję gry ma młody Nicolas Raskin. Nie są to jednak piłkarze na miarę Darwina Nuneza czy Alfredo Morelosa, katów Kolejorza z poprzednich meczów. Wykorzystać okolicznościNa papierze Standard Liege wydaje się być silniejszą drużyną od innego belgijskiego klubu, z którym niedawno mierzył się Lech, czyli Charleroi. W obliczu poważnych osłabień drużyny Montaniera jednak skala trudności wydaje się być znacznie niższa od normalnej. Nawet w optymalnym składzie przeciwników, Kolejorz mógłby śmiało powalczyć o pełną pulę. Teraz, kiedy okoliczności wyjątkowo sprzyjają Lechitom, żal byłoby z nich nie skorzystać. Jeśli drużyna Dariusza Żurawia nie zlekceważy tak przetrzebionego rywala i zagra na miarę poprzednich meczów, a szczególnie tego z Benfiką, to Lech ma bardzo duże szanse, by nareszcie cieszyć się ze zwycięstwa.   🔥 DZIEŃ MECZOWY 🔥🏆 #UEL 🆚 @Standard_RSCL 🕤 18:55🏟 Stadion Poznań💻 https://t.co/7dFHvROptg📺 Polsat Sport Premium 1, TVP 2#⃣ #LPOSTA Po zwycięstwo! 🔵⚪️ pic.twitter.com/PVR0TnUThC — Lech Poznań (@LechPoznan) November 5, 2020   👀 Kliknij i zaobserwuj najlepszy piłkarski Instagram: @nowinki_transferowe 📸


05 LISTOPADA 2020, 09:50
Europa League

Glasgow Rangers - Lech Poznań: Czy „Kolejorz” zdoła zdobyć pierwsze punkty?
Po bardzo dobrym pod względem stylu początku fazy grupowej w meczu z Benfiką, teraz przed Kolejorzem kolejne wyzwanie. Ci, którzy oczekują łatwiejszego zadania z Glasgow Rangers, muszą się rozczarować, bo Szkoci to również niezwykle wymagająca drużyna. Starcie Rangers - Lech już dzisiaj, czyli w czwartek 29 października o godzinie 21:00. Trudny teren, jeszcze trudniejszy rywalNiektórzy mogą patrzeć na drużynę Stevena Gerrarda przez pryzmat zeszłorocznej rywalizacji Legii z The Gers w decydującej rundzie play-offów eliminacji Ligi Europy. Przypomnijmy, że po trudnym dwumeczu Rangersi dostali się do fazy grupowej (0:0 w Warszawie i 1:0 w Glasgow). Biorąc pod uwagę to starcie, mogłoby wydawać się, że Lecha nie czeka tak wielkie wyzwanie. Legia, niebędąca wtedy w wybitnej formie, potrafiła nawiązać równą walkę, tracąc decydującą bramkę w 90. minucie rewanżu. Drużyna Gerrarda poczyniła jednak znaczny progres przez miniony rok. Anglik potrafił doprowadzić swoją drużynę aż do 1/8 finału Ligi Europy, gdzie uległa dopiero Bayerowi Leverkusen. Aby dostać się do obecnej fazy grupowej, udało się jej wyrzucić z rozgrywek Galatasaray, ekipę doświadczoną i złożoną z ciekawych zawodników. Wystarczy także spojrzeć na obecną formę Szkotów. Rangersi są niepokonani od 15 meczów, w których stracili zaledwie 4 bramki. Dobra dyspozycja procentuje w lidze. The Gers przewodzą szkockiej Premiership i na Ibrox coraz śmielej spoglądają w stronę mistrzowskiego tytułu - pierwszego od 2011 roku. W meczu z Lechem wspomnianie Ibrox Stadium będzie puste, jak większość europejskich aren w dzisiejszych spotkaniach. Wydaje się, że dla Poznaniaków jest to dobra wiadomość, patrząc z bardzo pragmatycznej perspektywy. Kibice Rangersów potrafią zgotować istne piekło, a atmosfery jak w Glasgow nie powstydziłby się niejeden klub angielskiej Premier League. Lechici mogliby mieć problem z opanowaniem emocji, a zespół Gerrarda na fali dopingu swoich fanów byłby jeszcze groźniejszy. Przezwyciężyć trudnościW Lechu mimo ogólnego optymizmu po dobrym zaprezentowaniu się z Benfiką, pojawiło się kilka problemów. Do Glasgow trener Dariusz Żuraw nie mógł zabrać aż trzech kluczowych piłkarzy. Mowa tu o Jakubie Kamińskim, Djordje Crnomarkoviciu oraz Pedro Tibie. Szczególnie brak Portugalczyka może być bardzo alarmujący dla fanów z Poznania. O tym, jak ważny jest to zawodnik w układance Żurawia, przekonaliśmy się już nie raz w tym sezonie. W niedzielę w meczu z Cracovią (1:1) z kolei zobaczyliśmy, że bez Tiby w środku pola Kolejorz miał duże problemy z kreowaniem sobie klarownych sytuacji. Z Rangersami brak tego piłkarza może być jeszcze bardziej odczuwalny. Ciężar gry, a przede wszystkim jej część kreatywna, spadnie więc na Daniego Ramireza. Jakości Hiszpana też nie raz mieliśmy okazję doświadczyć, lecz z Cracovią zawiódł. Być może w Glasgow jednak wzniesie się na wyżyny swoich olbrzymich umiejętności i odegra kluczową rolę. Cieszyć może za to powrót na środek obrony Lubomira Satki. Bardzo prawdopodobne, że wystąpi on w duecie z Thomasem Rogne, a takie zestawienie stoperów pozwala mieć nadzieje na dużo solidniejszą grę defensywy niż w przypadku pary Dejewski - Crnomarković. Możliwe, że po zakończonej już rehabilitacji zobaczymy Jana Sykorę, który swoimi umiejętnościami i doświadczeniem w europejskich pucharach może zrobić różnicę. Dobrą zmianę w meczu ligowym dał ostatnio także Mohammad Awwad i być może nie był to tylko jednorazowy przebłysk, a początek trendu zwyżkowego u tego zawodnika. Odwaga będzie kluczowaZbyt często ostatnio słyszeliśmy ten zwrot w przypadku Lecha, lecz jest to niezmienna i sprawdzona recepta. Kolejorz po raz kolejny musi zagrać swój futbol. Wydaje się wręcz, że w starciu z Rangersami będzie o to łatwiej niż w przypadku gry z Benfiką. Szkoci są drużyną bardziej defensywną i z pewnością nie zawsze będą wychodzić tak wysokim pressingiem, jak robiła to tydzień temu drużyna Jorge Jesusa. Ekipa Gerrarda jednak za to jest piekielnie niebezpieczna w grze z kontry i w szybkim ataku. Każda nierozważna strata piłki w środku pola będzie potencjalnym zagrożeniem ze strony szybkich bocznych obrońców i skrzydłowych. Warto zwrócić tutaj uwagę szczególnie na prawego defensora Jamesa Taverniera (9 bramek w tym sezonie!) oraz podstawowych skrzydłowych - Ryana Kenta i wykupionego przed sezonem z belgijskiego Genku Ianisa Hagiego. Na papierze najbardziej wartościowym piłkarzem The Gers z kolei jest środkowy napastnik, reprezentant Kolumbii, Alfredo Morelos. Nie można też zapominać o bardzo dobrze funkcjonującej linii defensywnej, o której wspominałem już wcześniej. Z pewnością jednak nie jest to drużyna nie do ukąszenia. Przy pomysłowej grze w ataku i dokładności Lech będzie kreował sobie sytuacje. Niezwykle ważna będzie skuteczność strzelecka. Nie można sobie pozwolić na marnowanie stuprocentowych okazji, gdyż takich będzie niezwykle mało i mogą zaważyć o ostatecznym wyniku. Stąd olbrzymia odpowiedzialność spoczywać będzie na Mikaelu Ishaku, ale także na innych ofensywnych zawodnikach Lecha. Kolejorz więc nie powinien wyjść na Ibrox ze strachem. Mimo dużej siły i potencjału rywala, Lechici pokazali już, że niestraszne im są wielkie firmy i piłkarze. Jeśli będą w stanie zachować swój styl i odwagę ze starcia z Benfiką oraz wyeliminować proste błędy, to być może po meczu z Rangersami będziemy cieszyć się nie tylko z walki i dobrego stylu, ale także z pierwszych punktów dopisanych w tabeli grupy D.   🔥 DZIEŃ MECZOWY 🔥🏆 #UEL 🆚 Rangers FC🕤 21:00🏟 Ibrox Stadium💻 https://t.co/7dFHvROptg📺 Polsat Sport Premium 1, TVP 2#⃣ #RANLPOPo zwycięstwo! 🔵⚪️ pic.twitter.com/bR97bGWawK — Lech Poznań (@LechPoznan) October 29, 2020   👀 Kliknij i zaobserwuj najlepszy piłkarski Instagram: @nowinki_transferowe 📸


29 PAŹDZIERNIKA 2020, 10:21
Europa League

Lech Poznań - Benfica Lizbona, czyli wielki początek dla „Kolejorza”
Lech swoją przygodę w fazie grupowej Ligi Europy rozpocznie od olbrzymiego wyzwania. Dotychczas w kwalifikacjach trzy razy trafiał na kluby wyżej notowane. Teraz jest podobnie, choć rywal jest oczywiście z jeszcze wyższej półki. Do Poznania bowiem przyjeżdża Benfica Lizbona, a urwanie jej choćby punktu, będzie odbierane jako sukces. Piłkarskie świętoW Kolejorzu oprócz skupienia i motywacji do meczu z jakby nie patrzeć legendarnym rywalem dochodzi jeszcze olbrzymia dawka emocji. Pierwszy raz od pięciu lat na ulicę Bułgarską zawita klub z europejskiego topu. - Na pewno przed startem nie ma niepokoju, jest raczej ekscytacja. Jest chęć zagrania dobrego meczu przeciwko świetnemu rywalowi, chęć pokazania dobrej piłki. Tak chcemy zresztą wejść w to spotkanie - tak na konferencji prasowej wypowiadał się trener Dariusz Żuraw. Lech przez eliminacje przeszedł jak burza. Komplet zwycięstw z (poza Valmierą) trudnymi i wymagającymi rywalami oraz bilans bramkowy 13:1 to kapitalny wynik, do tego poparty bardzo dobrym wrażeniem artystycznym. Do tego warto zwrócić uwagę, że najważniejsze trzy mecze Lechici rozegrali na wyjeździe. Teraz, gdy europejska rywalizacja zawita do Poznania, niestety mecz rozegrany zostanie bez udziału publiczności. - Chcieliśmy razem z nimi [kibicami] spędzić to piłkarskie święto, ale sytuacja się zmieniła i przyjdzie nam wystąpić bez kibiców - mówił bramkarz Filip Bednarek. Nie na swoim miejscuKolejorz nawet jeśli utrzyma swoją doskonałą formę z meczów eliminacyjnych, to o punkty z Benfiką nadal będzie niezwykle trudno. Zespół prowadzony przez doświadczonego i utytułowanego trenera Jorge Jesusa jest drużyną bardzo dobrze poukładaną. W swoim składzie posiada wielu klasowych zawodników. Za defensywę odpowiada duet znakomitych, choć nie najmłodszych już, stoperów - Nicolas Otamendi oraz Jan Vertonghen. Środek pola to między innymi portugalski duet Pizzi oraz Rafa Silva, za siłę ognia z kolei odpowiedzialni są głównie reprezentanci swoich krajów: Niemiec Waldschmidt, Brazylijczyk Everton i Urugwajczyk Darwin Nunez Ribeiro. Skład ten niewątpliwie szykowany był na zmagania w Lidze Mistrzów (latem na transfery przeznaczono 80 milionów euro). Takie były oczekiwania władz oraz kibiców, ale Orły w elitarnych rozgrywkach nie wystąpią po raz pierwszy od 11 lat. Portugalskiemu klubowi na drodze stanął grecki PAOK. W Lizbonie panuje rozgoryczenie, że Benfica wystąpi zaledwie w Lidze Europy. W związku z tym nowym celem jest co najmniej finał w Gdańsku, a najlepiej triumf w całych rozgrywkach. Zagrać swojePrzez Portugalczyków więc inauguracyjny mecz w Poznaniu traktowany jest jak przetarcie i zaledwie rozgrzewka. Nie ulega wątpliwości, że Benfica jest niekwestionowanym faworytem do wyjścia z grupy. Wspomniany wcześniej mecz z PAOK-iem jest dotychczas jedynym przegranym w tym sezonie przez Lizbończyków. Klub z Estadio da Luz prowadzi w tabeli ligi portugalskiej i wydaje się być na ten moment nie do zatrzymania. Z drugiej strony (zachowując proporcje) Charleroi przed meczem z Lechem również było w podobnej pozycji. Kolejorz potrafił jednak do Belgii pojechać jak po swoje i po piekielnie trudnym meczu wywalczyć zwycięstwo i awans. Po ostatniej porażce ligowej Poznaniaków z Jagiellonią optymizm nie został zatracony, a wpadkę uznano za wypadek przy pracy. O większy ból głowy kibiców przyprawiała sytuacja na środku obrony. Z Benfiką nie wystąpi z powodu czerwonej kartki Lubomir Satka, w sobotę natomiast kontuzji doznali Thomas Rogne oraz Djordje Crnomarković. Na szczęście zarówno Norweg, jaki i Serb są już zdrowi i powinni wystąpić w czwartkowym meczu. Dzięki temu Dariusz Żuraw uniknie potężnych eksperymentów przeciwko tak poważnemu rywalowi. Można pomiędzy obydwoma klubami dostrzec pewną analogię. Oba zespoły w swoim DNA wpisaną mają grę ofensywną. Oczywiste jest, że Lech nie może równać się jakością pojedynczych piłkarzy z Benfiką. Jeśli jednak Lech nie przestraszy się bardziej doświadczonych i utytułowanych rywali, to wydaje się, że może postraszyć drużynę gości. Szczególnie, że Jorge Jesus już nie raz potrafił lekceważyć słabsze kluby. Aby nawiązać wyrównaną rywalizację z Orłami Lechici muszą wznieść się na wyżyny swoich umiejętności oraz zagrać swój futbol, którym potrafili nas czarować w tym sezonie. Jeśli tak się stanie, to być może dzisiejsze spotkanie zapisze się złotymi zgłoskami w historii Lecha, tuż obok meczów z Manchesterem City czy Juventusem Turyn.   W końcu możemy to napisać! 😍🔥 DZIEŃ MECZOWY 🔥 🏆 #UEL 🆚 SL Benfica🕠 18:55🏟 Stadion Poznań💻 https://t.co/6l4jUh0Wl9📺 Polsat Sport Premium 1, TVP 2, TVP Sport#⃣ #LPOBENPo zwycięstwo! 🔵⚪️ pic.twitter.com/2iR1xcgjCm — Lech Poznań (@LechPoznan) October 22, 2020   👀 Kliknij i zaobserwuj najlepszy piłkarski Instagram: @nowinki_transferowe 📸


22 PAŹDZIERNIKA 2020, 10:17
Europa League

RSC Charleroi - Lech Poznań, czyli poważny egzamin dla „Kolejorza”
Na tak ważny i prestiżowy mecz kibice w Poznaniu czekali niemal pięć lat. Nic dziwnego, że atmosfera w klubie jest wyjątkowa, a o najbliższym spotkaniu dyskutuje się z niemałą ekscytacją. W czwartek o 19:00 Lech Poznań podejmie na wyjeździe RSC Charleroi w decydującym starciu o fazę grupową Ligi Europy. Stare dzieje Gdy w grudniu 2015 roku Kolejorz rozgrywał swój ostatni mecz w fazie grupowej Ligi Europy, przegrywając u siebie 0:1 z FC Basel, mało kto spodziewał się, że na tak długo Poznań pożegna się z europejskimi pucharami na istotnych szczeblach. Bo pomimo pewnego kryzysu w ówczesnej drużynie, Lech cały czas mógł tytułować się Mistrzem Polski, miał olbrzymi potencjał w składzie i potrafił nawet pokonać Fiorentinę w meczu wyjazdowym. Rozgrywki w Lidze Europy zakończył w średnim stylu, lecz 5 punktów i trzecie miejsce w grupie wstydu Lechitom nie przyniosły. Nikt wtedy nie pomyślałby, że jest to początek długiej europejskiej posuchy. Jednak to właśnie do tego momentu trzeba sięgnąć pamięcią, aby przypomnieć sobie ostatni występ Lecha w fazie grupowej europejskich pucharów. Dla podkreślenia upływu czasu można zauważyć, że z tamtego składu Kolejorza obecnie w Poznaniu nie gra nikt. Poza Łukaszem Trałką, ale on jednak występuje w innej poznańskiej ekipie. W czwartek przeciwko Belgom wystąpi zupełnie inny zespół. Trudno w tym momencie ocenić, czy lepszy. Z pewnością jednak o podobnym, a może nawet większym potencjale. Rozpędzona lokomotywa Nie bez powodu wielu ekspertów wskazuje, że Lech gra obecnie najlepszy futbol w Polsce. Choć wyniki i miejsce w PKO BP Ekstraklasie niekoniecznie to oddają, to gdy jednak przyjrzeć się tym czterem ligowym meczom, to zobaczymy drużynę grającą z polotem, ofensywnie oraz z pomysłem. Z kolei rywalizacja w Europie jest pełnym tego potwierdzeniem. Trzy mecze, trzy zwycięstwa (z czego dwa z niewygodnymi rywalami) oraz bilans bramkowy 11:0 mówią same za siebie. Rzadko widujemy taki obraz polskiej drużyny w europejskich pucharach. O sile Kolejorza decydują dzisiaj zarówno młodzi i przebojowi Polacy z Jakubem Moderem, Tymoteuszem Puchaczem i Jakubem Kamińskim na czele, jak i doświadczeni, dający dużo jakości piłkarze zagraniczni, chociażby świetni w tym sezonie Dani Ramirez, Mikael Ishak oraz Pedro Tiba. To od tych piłkarzy będzie zależeć w głównej mierze to, czy uda się zdominować Charleroi i narzucić im styl gry preferowany przez Poznaniaków. Czyli ofensywną grę napędzaną przez hiszpańsko-portugalski duet playmakerów z wykorzystaniem bocznych sektorów boiska. Lechici muszą zagrać także skoncentrowani w obronie, która w meczach z Hammarby i Apollonem nie ustrzegła się błędów, a czyste konta zawdzięcza coraz lepszej grze w bramce Filipa Bednarka oraz nieskuteczności przeciwników. Charleroi jednak może już nie być dla Kolejorza tak łaskawe jak wcześniejsi rywale. Historyczna szansa Belgijska drużyna to bowiem ekipa, która z pewnością wykorzysta większość błędów swoich rywali. Popularne Zebry rozpoczęły sezon z przytupem. Po siedmiu kolejkach zajmują pierwsze miejsce w lidze belgijskiej, nie przegrywając dotychczas żadnego meczu. Do meczu z Lechem podejdą z serią 10 meczów bez porażki w grze o stawkę. Drużyna Charleroi nie jest jednak zespołem, który gra najlepszą piłkę w Belgii. Owszem, są niezwykle skuteczni, lecz nie są drużyną doskonałą. Prawdopodobnie Belgowie skupią się na przeszkadzaniu w grze Lechowi, gdyż wolą grać piłkę pozbawioną akcji kombinacyjnych. Pod tym względem Charleroi porównać można do Atletico Madryt, które może nie gra widowiskowo, lecz potrafi cierpieć na boisku, aby zablokować największe atuty rywala i próbować samemu strzelić decydującą bramkę. W drużynie trenera Karima Belhocine'a występuje kilku ciekawych piłkarzy, na których z pewnością trzeba zwrócić uwagę. W środku pola zobaczymy znanego kibicom w Polsce z występów w Śląsku Wrocław Ryotę Moriokę, który jest jednym z głównych kreatorów w zespole. Postrachem obrońców jest Kaveh Rezaei, irański napastnik, który w poprzednim sezonie strzelił 14 goli i zaliczył 5 asyst w 26 meczach, a w obecnej kampanii ma już na koncie 6 bramek. Na prawej obronie występuje niezwykle utalentowany 20-letni Maxime Busi, młodzieżowy reprezentant Belgii. Z bardziej doświadczonych piłkarzy znajdziemy w bramce Nicolasa Penneteau, wieloletniego bramkarza Valenciennes oraz Bastii, a w pomocy Guillauma Gilleta, żywą legendę Anderlechtu Bruksela. Trener Belhocine wprost mówił o "historycznej szansie" dla klubu. Trudno się z tym nie zgodzić, jeśli spojrzymy na to, że Charleroi jeszcze nigdy nie awansowało do fazy grupowej europejskich pucharów. Pierwszą przeszkodę - Partizan Belgrad - przeszli nie bez problemów, wygrywając z Serbami 2:1 po dogrywce. Bez wątpienia jednak apetyty przed czwartkowym meczem w Belgii są równie duże, co w Polsce. Wykorzystać szansę Chociaż Lech na Stade du Pays de Charleroi nie będzie faworytem, to ma olbrzymią szansę, by wrócić do poważnej europejskiej piłki. Jeśli Kolejorz uniknie momentów dekoncentracji oraz rażących błędów w obronie i zagra swój futbol, to możliwość pokonania Belgów jest dużo większa niż może się wydawać. Trener Dariusz Żuraw na konferencji prasowej wprost mówił, że Lech przyjechał po awans, który jednak niełatwo będzie wywalczyć. "Przyjechaliśmy tu pokazać dobry, ofensywny futbol oraz to, że polska liga nie jest taka słaba, jak się wydaje" - to z kolei słowa Jakuba Kamińskiego. Jutro, około godz. 21:00, po zakończeniu meczu będziemy już wiedzieć, czy Lechici zdali swój pierwszy tak poważny egzamin oraz czy faktycznie, zarówno Lech jak i Legia, pokazały, że polski futbol klubowy wcale nie sięgnął dna, a oba zespoły mogą godnie reprezentować nas w fazie grupowej Ligi Europy.   🔥 DZIEŃ MECZOWY 🔥 🏆 el. Ligi Europy🆚 Royal Charleroi🕠 19:00🏟 Stade du Pays de Charleroi💻 https://t.co/uVLHGjdB16📺 Polsat Sport📊 @stspolska#⃣ #CHALPO🤝 Partner dnia meczowego Lech Pils👀🍔🍻 Restauracja PodaniePo awans! 🔵⚪️ pic.twitter.com/xeofpjQuKv — Lech Poznań (@LechPoznan) October 1, 2020   👀 Kliknij i zaobserwuj najlepszy piłkarski Instagram: @nowinki_transferowe 📸


30 WRZEŚNIA 2020, 22:37

WIDEO






Europa League

Legia Warszawa - Qarabag Agdam, czyli ostatnia prosta
Legia Warszawa - Karabach Agdam, czwartek, 1 października, 2020, godz. 20:00. Najbliższe spotkanie eliminacji do fazy grupowej Ligi Europy to drugi z rzędu mecz o występ na europejskim poziomie. Rok temu w dążeniu do fazy grupowej przeszkodziła drużyna prowadzona przez Stevena Gerrarda - Rangers FC. Do tej pory warszawska Legia w drodze do Ligi Mistrzów wyeliminowała Linfield, zatrzymując się na drużynie z Cypru. Po przegranej z Omonią ekipa stanęła do rywalizacji o Ligę Europy pokonując Dritę 2:0 po bramkach Wszołka i Pekharta. Teraz przed drużyną Czesława Michniewicza staje Karabach Agdam, a to o wiele poważniejsze wyzwanie niż mecz z kosowskim debiutantem. Aktualnie nowy szkoleniowiec prowadził będzie drużynę po niespełna dwóch tygodniach od objęcia posady. Trener miał tylko jeden debiutancki mecz, aby sprawdzić swoje ustalenia w grze, ponieważ ostatnie stracie ligowe ze Śląskiem zostało przełożone. Karabach to zespół, który regularnie melduje się w europejskich pucharach, mimo trudnej sytuacji w kraju, mecz ma się odbyć. Chociaż wokół tej sytuacji jest coraz więcej emocji. Drużyna z Qarabagu przyleciała do Polski we wtorek. Na swojej drodze przed meczem z Legią grali z Sileksem z Macedonii Północnej, mołdawskim Sheriffem Tyraspol, ostatecznie przegrywając kwalifikacje do Ligi Mistrzów z Molde. Historia spotkań Karabachu Agdam kontra polskie drużyny prezentuje się dość znacznie na korzyść mistrzów Azerbejdżanu. Przed Legią z Karabachem rywalizowały dwie polskie drużyny - Wisła Kraków w sezonie 2010/2011 oraz Piast Gliwice w kampanii 2013/2014. Na oficjalnej stronie mistrza Polski możemy przeczytać: "We wtorkowe popołudnie odbył się kolejny trening Legii Warszawa przed meczem fazy play-off eliminacji Ligi Europy UEFA, w którym Wojskowi zmierzą się z Karabachem Agdam. Dzisiejsza sesja treningowa, której towarzyszyły opady deszczu, otwarta była dla przedstawicieli mediów przez kwadrans. W tym czasie podopieczni trenera Czesława Michniewicza rozgrzewali się z piłką pod okiem trenera Łukasza Bortnika. W środę o 17:00 legioniści odbędą ostatni trening przed meczem z mistrzem Azerbejdżanu. Godzinę wcześniej rozpocznie się oficjalna konferencja prasowa trenera Michniewicza. Rywale będą trenować na boisku głównym o godz. 19:00". Wydawało się, że azerski zespół przyjedzie do Polski osłabiony brakiem ważnego zawodnika. Wilde-Donald Guerrier jest podstawowym lewoskrzydłowym lub defensorem Karabachu, a w obecnym sezonie zdobył już dwa gole w trzech meczach eliminacji do Ligi Mistrzów, w wyjściowym składzie rozpoczynał wszystkie spotkania ligowe. Karabach miał do Warszawy przylecieć jednak bez Guerriera, ponieważ ten miał problemy z wyrobieniem nowego paszportu, co było niezbędne do uzyskania polskiej wizy. Z ostatnich informacji wynika jednak, że Haitańczyk przyleci do Warszawy prywatnym samolotem, aby zagrać w tym spotkaniu. Na obecną chwilę z Łazienkowskiej nie płyną żadne informacje na temat problemów kadrowych i ewentualnych urazów zawodników. Kciuki trzymamy również za Lecha Poznań, który w walce o Ligę Europy zmierzy się z belgijskim klubem Royal Charleroi Sporting Club. Aktualizacja: Wilde-Donald Guerrier ostatecznie jednak nie zagra w tym meczu.   TO JUŻ DZIŚ 🔥🔥🔥💥 #DzieńBarwowy #LEGQAR⚽️ Legia Warszawa - @FKQarabagh 🏆 Runda Play-off el. @EuropaLeague ⏰ 20:00🏟️ #Ł3, @warszawa 📺 @sport_tvppl, https://t.co/61bvGrpwIS💻 https://t.co/ToUyq0H2yZ💵 Graj z @eFortunapl: https://t.co/9hWkFC9lg1💪 Tylko awans! pic.twitter.com/XB1V2D5cYt — Legia Warszawa 👑 (@LegiaWarszawa) October 1, 2020   👀 Kliknij i zaobserwuj najlepszy piłkarski Instagram: @nowinki_transferowe 📸


30 WRZEŚNIA 2020, 12:01

Europa League

Zapowiedź oraz składy: Legia Warszawa - KF Drita Gnjilane
Legia Warszawa - Drita w walce o kolejną rundę eliminacji Ligi Europy. Obie drużyny powalczą o awans do następnej rundy eliminacji Ligi Europy UEFA. Legia rozpoczyna swoją drogę do fazy grupowej po odpadnięciu z kwalifikacji do Ligi Mistrzów po niezbyt udanym starciu z Omonią Nikozja. Porażka ta rozpoczęła czarną serię w stołecznym klubie, a dzieła dokończył Górnik Zabrze. Wskutek czego już na początku tygodnia z posadą pożegnał się Aleksandar Vuković, choć na początku przed oficjalnym ogłoszeniem decyzji zarządu zdawało się to zwykłą plotką. Można było usłyszeć wiele opinii na temat takiego rozwoju sytuacji, że nie powinno zwalniać się obecnego trenera przed starciem w europejskich pucharach, że Vuko poprzedni sezon rozpoczął bardzo podobnie czy to, że Legii potrzeba czasu, aby mogła wejść na właściwe tory gry i jak w ubiegłym sezonie dominować w lidze. Miejsce Serba zajął dotychczasowy selekcjoner reprezentacji U-21 Czesław Michniewicz i to on poprowadzi warszawską Legię w spotkaniu z ekipą z Kosowa. Prognozy nie są obiecujące, a kibice są podzieleni. Sytuacja w samym zespole nie jest aż tak niepokojąca, lecz można się zastanawiać nad pierwszą jedenastką. W środku obrony zabraknie Igora Lewczuka zawieszonego na to spotkanie ze względu na czerwoną kartkę w spotkaniu z Omonią. Wiele do życzenia pozostawia gra Kapustki, zdaniem ekspertów nie jest on w rytmie meczowym, co spowodowane jest wcześniejszym brakiem gry i niskim poziomem piłkarskim, na jakim grał będąc wypożyczany. Sam Czesław Michniewicz wydaje się być optymistycznie nastawiony do meczu. W rozmowie z dziennikarzami powiedział: "Pracujemy wspólnie krótko, ale intensywnie. Nie wiem, na ile udało mi się wpłynąć na drużynę, to się dopiero okaże, ale mam nadzieję, że już będą widoczne jakieś efekty i kilka pomysłów uda się wdrożyć". Zapewniał, iż Legia jest faworytem tego meczu i chce wyraźnie narzucić styl gry przeciwnikom. Przed Dritą stoi ewidentnie większe wyzwanie. Kluby z Kosowa nie osiągają sukcesów na arenie międzynarodowej, a ich największym sukcesem było ostatnie zwycięstwo z macedońskim Siłeksem Kratowo. Nastawienie Kosowian jest warte podziwu - zawodnicy, jak i trener chcą przeciwstawić się Wojskowym i grać swoją piłkę bez jakichkolwiek kompleksów. Wiemy z przeszłości, że nastawienie w takim meczu może niezwykle pomóc i typowany faworyt może ulec drużynie wychodzącej z pozycji underdoga. Szkoleniowiec Drity nie szczędząc motywacji swoim piłkarzom mówi: "Obejrzeliśmy kilka meczów Legii i przeanalizowaliśmy jej grę. To bardzo silna drużyna posiadająca indywidualności, ale potrafiąca także grać bardzo zespołowo. W zespole widać wielu utalentowanych graczy, ale my nie zamierzamy przestraszyć się rywala. Chcemy grać swoją piłkę". Dodając, Drita została zdyskwalifikowana z eliminacji do Ligi Mistrzów.   Skład na mecz #LEGDRI 🔥Centrum meczowe ➡️ https://t.co/GKqss9oSNq pic.twitter.com/jMCg1c7BVu — Legia Warszawa 👑 (@LegiaWarszawa) September 24, 2020 Lineup for tonight pic.twitter.com/glFQsyRHnv — FC Drita (@DritaFc) September 24, 2020   👀 Kliknij i zaobserwuj najlepszy piłkarski Instagram: @nowinki_transferowe 📸


24 WRZEŚNIA 2020, 19:30

Europa League

Piast Gliwice w kolejnej rundzie eliminacji Ligi Europy
Zwycięstwo Piasta Gliwice na własnym stadionie, czyli następny krok ekipy Piastunek w europejskich pucharach. Po zwycięstwie 2:0 nad Dynamem Mińsk ekipa Piasta Gliwice podejmowała na stadionie przy Okrzei zespół z Austrii. Spotkanie w eliminacjach Ligi Europy było debiutem TSV Hartberg w europejskich pucharach. W tym meczu zabrakło kontuzjowanych Gerarda Badii i Jakuba Świerczoka, a pozytywny wynik testu na COVID-19 uzyskał szkoleniowiec Piasta - Waldemar Fornalik. Trzecia drużyna sezonu 2019/20 była cichym faworytem meczu. Drużyna z Austrii prezentowała niemiecki styl gry. Wymuszała pressing na rywalach czekając na własnej połowie na luki w ustawieniu polskiej drużyny. Brak konsekwencji w prowadzeniu gry środkiem pola zmusił Gliwiczan do przeniesienia sił na skrzydła, co przyniosło efekty. Los po niewykorzystanej sytuacji z 8. minuty dał szansę do rehabilitacji i zaraz po tej akcji - w 10. minucie bramkę zdobył Martin Konczkowski. Brak krycia zawodnika TSV Hartberg przed polem karnym Placha przyniósł remis, a kibicom jeszcze nieco dodatkowych emocji. W drugiej połowie indywidualną akcją popisał się Sokołowski - po dobrym rozegraniu akcji Piast Gliwice ponownie prowadził (2:1). Radość nie trwała zbyt długo, po niefrasobliwym zachowaniu obrońców Lukas Ried znajduje się pod bramką i wyrównuje wynik dla swojej drużyny. Wyczucie we wprowadzeniu zmian pokazał zastępujący pierwszego trenera jego brat - Tomasz Fornalik. Dający dobrą zmianę Michał Żyro oprócz wartości w rozgrywaniu dał zwycięską bramkę w 84. minucie meczu, a asystę zanotował Konczkowski. Na plus w tym spotkaniu pokazali się pracowity w defensywie Tomasz Jodłowiec, dobrze wyprowadzający akcje ofensywne po skrzydle Patryk Lipski oraz zdecydowanie zasłużona nagroda zawodnika meczu dla strzelca pierwszej bramki - Konczkowskiego. Przed nami trzecia runda eliminacji i już trzy drużyny w walce o Ligę Europy - Legia Warszawa, Lech Poznań oraz Piast Gliwice.   KONIEC! Nie obyło się bez nerwów, ale... MAMY TO! Piast Gliwice w 3. rundzie eliminacji do Ligi Europy. Brzmi dobrze. 😊#PIAHAR 3-2 pic.twitter.com/XOOr2GTeQO — Piast Gliwice (@PiastGliwiceSA) September 17, 2020   👀 Kliknij i zaobserwuj najlepszy piłkarski Instagram: @nowinki_transferowe 📸


17 WRZEŚNIA 2020, 22:19

Europa League

Lech Poznań pewnie pokonuje Hammarby IF
Lech Poznań w kolejnej rundzie kwalifikacji UEFA Europa League. Nerwowa atmosfera i panująca niepewność wokół Lecha Poznań zdawała się nie być motywująca. Na początek zaliczyli niespodziewany falstart przegrywając z Zagłębiem Lubin, żeby w następnych dwóch spotkaniach zaliczyć dwa remisy (2:2 z Wisłą Płock i 3:3 ze Śląskiem Wrocław). Sytuacja w lidze pozostawia wiele do życzenia po trzech kolejkach wicemistrz Polski zajmuje 9. miejsce w Ekstraklasie. W ostatnim czasie z poznańskim Lechem pożegnały się filary zespołu trzymające grę na poziomie. Król strzelców z ubiegłego sezonu Christian Gytkjær nie przedłużył kontraktu i powędrował do włoskiej AC Monzy, Robert Gumny zasilił szeregi FC Augsburg i ostatni wypełniający zadania ofensywne Kamil Jóźwiak w tym tygodniu podpisał umowę z Derby County. Ich miejsce uzupełnili między innymi nowy napastnik Mikael Ishak spisujący się jak do tej pory zaskakująco dobrze czy Alan Czerwiński jako wolny zawodnik, który na prawej obronie zastąpi Gumnego. Do Polski wrócił Filip Bednarek, który od momentu przeprowadzki pełni funkcję pierwszego bramkarza (kontuzjowany jest Mickey van der Hart). Zadanie postawione przed zespołem Dariusza Żurawia od początku nie było łatwe, a i statystyki nie przemawiały za ekipą z Polski. W konfrontacjach ze szwedzkimi klubami przegrywamy 3:1 - do tej pory mierzyliśmy się dwukrotnie z IFK Goeteborg i raz z AIK Solna. W drugiej rundzie kwalifikacji do Ligi Europy Kolejorz podejmował Hammarby IF. Warto nadmienić, iż jednym ze współwłaścicieli szwedzkiej drużyny jest Zlatan Ibrahimović. Wydawać się może, że był to jedyny optymistyczny wątek tego meczu dla gospodarzy dzisiejszego starcia. Pierwsza połowa nie wyłoniła zdecydowanego faworyta. Hammarby dobrze rozgrywało piłkę, potrafili znaleźć się przed bramką Bednarka, lecz na szczęście nie zdołali zmieścić jej w siatce. Ponad wszystko na plus możemy zaliczyć pierwsze 45 minut Lechowi. W drugiej części meczu byliśmy świadkami zdecydowanego ożywienia pojedynku. Dosyć znacznie wyróżniali się dwaj boczni obrońcy z Poznania - Puchacz i Czerwiński. Przez dłuższy czas na niezdecydowanego w grze wyglądał Pedro Tiba, nie podejmował próby strzału na bramkę rywali aż do 55. minuty spotkania. Po błędzie zawodników Hammarby pada gol dla Lecha Poznań i mamy 1:0. Widać było konsekwencję w grze - Lechici nie cofali się po utracie piłki, zdobywali pole gry i konsekwentnie dążyli z atakami pod bramkę rywali. Szwedzka ekipa nie odstępowała, ale widocznie ulegała narzucanej presji. W 63. minucie po faulu na Tibie drugą żółtą kartkę zobaczył kapitan Andersen, dlatego był zmuszony do opuszczenia boiska. Widoczny na każdej pozycji Jakub Kamiński skwitował spotkanie bramką, a ostatecznie drużynę Stefana Billborna wykończył Filip Marchwiński, który zmienił chwilę wcześniej Tibę. Podsumowując, Dariusz Żuraw wraz z młodymi zawodnikami zdołał zmienić bilans w starciach ze szwedzkimi zespołami. Udowadniając, że warto inwestować w młodzież, a słaba passa na krajowym podwórku być może wiąże się z oszczędzaniem sił na europejskie puchary.   🕕 90'+4 🔚 Koniec meczu. Zadanie wykonane, meldujemy się w 3. rundzie eliminacji do Ligi Europy ✅__#HAMLPO 0:3 pic.twitter.com/QE1O7cKEc8 — Lech Poznań (@LechPoznan) September 16, 2020   👀 Kliknij i zaobserwuj najlepszy piłkarski Instagram: @nowinki_transferowe 📸


16 WRZEŚNIA 2020, 21:16

Europa League

Losowanie par 1/2 finału Ligi Europy [NA ŻYWO]
ODŚWIEŻ   12:15 - Dziękujemy za uwagę i zapraszamy na podobną relację live par 1/2 finału Ligi Mistrzów, która jest zaplanowana na godzinę 13:00 i będzie dostępna TUTAJ. 12:13 - Pierwsze mecze zostaną rozegrane w czwartek 26 kwietnia, a rewanże w czwartek 3 kwietnia. 12:12 - Oto pary półfinałowe Ligi Europy zebrane na jednej grafice. The official result of the 2017/18 UEFA Europa League semi-final draw!Who are you backing to go all the way? 🏆#UELdraw pic.twitter.com/PwwONjqyWn — UEFA Europa League (@EuropaLeague) 13 kwietnia 2018 12:10 - ARSENAL ZAGRA Z ATLETICO MADRYT! Arsenal v Atlético. #UELdraw pic.twitter.com/V4Co9pT7qY — UEFA Europa League (@EuropaLeague) 13 kwietnia 2018 12:09 - OLYMPIQUE MARSYLIA ZAGRA Z RED BULL SALZBURG! Marseille v Salzburg #UELdraw pic.twitter.com/hiZqqzlJlo — UEFA Europa League (@EuropaLeague) 13 kwietnia 2018 12:06 - Losowanie poprowadzi dyrektor rozgrywek UEFA Giorgio Marchetti, a kuleczki wyciągał będzie legendarny defensor FC Barcelony i reprezentacji Francji - Eric Abidal, który jest również ambasadorem tegorocznego finału Europa League. 12:02 - Faworytami do sięgnięcia po końcowe trofeum są dwa kluby, które wcześniej regularnie grały w Lidze Mistrzów - Arsenal i Atletico Madryt. 12:00 - Zaczynamy! 11:45 - Kuleczki już gotowe! 🚨 1-HOUR WARNING! 🚨The UEFA Europa League semi-final draw begins at 12:00CET!!!Ideal #UELdraw tie for your team? 🤔 pic.twitter.com/NgVpc3T68j — UEFA Europa League (@EuropaLeague) 13 kwietnia 2018 11:40 - Transmisję z losowania w Polsce przeprowadzi Eurosport 1. 11:35 - W półfinale Ligi Europy nie zagra niestety żaden z Polaków. W 1/8 finału występowali Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa), Łukasz Piszczek (Borussia Dortmund) oraz Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów). 11:25 - Finał tegorocznej edycji Europa League odbędzie się 16 maja na Parc OL w Lyonie. 11:20 - Zapraszamy na naszą relację live z losowania par 1/2 finału Ligi Europy. Ceremonia rozpocznie się o godzinie 12:00. Oto wszyscy półfinaliści: Atletico Madryt, Arsenal, Olympique Marsylia i Red Bull Salzburg.


13 KWIETNIA 2018, 11:24

Kapitalny gol Aarona Ramseya [WIDEO]

05 KWIETNIA 2018, 21:55

Poważna kontuzja Filipe Luisa [WIDEO]

16 MARCA 2018, 15:01

Losowanie par 1/4 finału Ligi Europy [NA ŻYWO]

16 MARCA 2018, 12:50

Żenująca symulka Danny'ego Welbecka [WIDEO]

15 MARCA 2018, 22:18

Arsenal - AC Milan: znamy składy

15 MARCA 2018, 19:57

Piękny gol Macieja Rybusa [WIDEO]

15 MARCA 2018, 18:15

Doskonałe trafienie Dimitriego Payeta [WIDEO]

08 MARCA 2018, 22:16

Fenomenalna bramka Saula Nigueza [WIDEO]

08 MARCA 2018, 19:43